„Zejdź z mojego terenu, Tabitho” – powiedziałem jej – „zanim zapomnę, jak być uprzejmym wobec gościa”.
Wydała z siebie krótki, suchy śmiech, który podziałał na moje nerwy.
„Twoja własność? Jak miło z twojej strony, że myślisz, że możesz zatrzymać tę fortunę dla siebie, podczas gdy my będziemy siedzieć i się przyglądać”.
„Mój ojciec zbudował każdy centymetr tego domu i własnoręcznie posadził każde drzewo, więc dla mnie nie chodzi tu tylko o pieniądze”.
„Obudźcie się, bo wszystko na tym świecie kręci się wokół pieniędzy” – warknęła.
„Jutro nauczysz się tej lekcji w trudny sposób.”
Odwróciła się w stronę bramy, ale zanim wyszła, rzuciła przez ramię jeszcze jedno okrucieństwo.
„Naprawdę powinnaś zacząć się pakować, bo Calvin i ja zamierzamy przeprowadzić remont zaraz po wprowadzeniu się.”
„Zaczniemy od wyrwania tych staromodnych krzewów róż, bo wszystko tutaj potrzebuje bardziej nowoczesnego wyglądu.”
Jej obcasy stukały o kamienną ścieżkę, aż zniknęła.
Spojrzałem w dół i zdałem sobie sprawę, że moja błotnista ręka zmiażdżyła kilka delikatnych płatków.
Wyjąłem telefon i zadzwoniłem pod numer, który znałem z pamięci.
„To ja, prawniczko Penelope” – powiedziałem zaraz po tym, jak odebrała.
„Tabitha przyszła tu tylko po to, żeby mi zagrozić”.
Jej profesjonalny ton natychmiast zmienił się w zaniepokojony.
„Co dokładnie ci powiedziała, Paige?”
„Powiedziała dokładnie to, czego się obawialiśmy, więc muszę wiedzieć, czy możesz do mnie teraz przyjść”.
„Już idę” – odpowiedziała stanowczo – „i nie powinieneś się martwić, bo twój ojciec myślał o wiele dalej niż którykolwiek z nich”.
Po zakończeniu rozmowy zauważyłem coś uwięzionego pod liśćmi jednego z krzaków róży.
Była to mała koperta, wilgotna od porannej rosy i pokryta niemożliwym do pomylenia pismem mojego ojca.
Moje nazwisko pojawiło się na froncie.
Podniosłem go drżącymi palcami.
Papier wydawał się cięższy niż powinien, jakby zawierał w sobie ostatni ruch w grze, w którą nie zdawałem sobie spraw
CZĘŚĆ 2: Architekt Cieni
Adwokatka Penelope przybyła dwadzieścia minut później z teczką w jednej ręce i butelką wybornego wina w drugiej.
Przez dziesięciolecia była doradcą prawnym mojego ojca, ale była też starą przyjaciółką rodziny, którą znałam od dzieciństwa.
Zamknęliśmy się w gabinecie, w którym wciąż unosił się znajomy zapach lekkiego tytoniu i starego drewna, który zawsze przypominał mi mojego ojca.
Siedziałem w jego dużym skórzanym fotelu, wciąż trzymając w dłoniach zapieczętowaną kopertę.
„Nie chciałeś tego otworzyć sam, prawda?” – zapytała łagodnie Penelope.
Pokręciłem głową. To, co Tabitha zasugerowała na temat Kyle’a, przeraziło mnie.
„Twój ojciec zostawił ci bardzo szczegółowe instrukcje, a niektóre rzeczy miały zostać odkryte dopiero we właściwym czasie”.
Spojrzałem na nią ze zdziwieniem.
„Co to ma znaczyć, Penelope?”
„Otwórz kopertę, Paige.”
Złamałem pieczęć lakową i znalazłem list, obok którego znajdował się mały mosiężny kluczyk.
„Moja droga Paige” – przeczytałam na głos, słysząc w głowie szorstki głos mojego ojca.
„Jeśli to czytasz, oznacza to, że ktoś już podjął działania w celu przejęcia spadku”.
W liście czytamy dalej: „Wiedząc, jacy są ludzie, obstawiam, że to była Tabitha, kobieta, której nigdy nie lubiłem, bo miała uśmiech jak z magazynu i duszę windykatora”.
Penelope cicho się zaśmiała, podczas gdy ja kontynuowałem.
Klucz otwiera dolną szufladę mojego biurka. Znajdziesz tam wszystko, czego potrzebujesz, by bronić tego, co ci się prawnie należy.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






