W następny wtorek zadzwoniłem do mojej doradczyni finansowej w Toronto. Jej nazwisko nie jest istotne, ale pracuje ze mną od 11 lat i jest bardzo dobra w swojej pracy.
Powiedziałem jej, że chcę rozpocząć restrukturyzację mojego planu majątkowego. Powiedziałem jej, że chcę utworzyć fundusz powierniczy dla rodziny, nie na nazwisko mojego syna, tylko na swoje.
Chciałem zmienić dane beneficjentów na moich rachunkach inwestycyjnych. Chciałem porozmawiać o tym, jak mógłby wyglądać zmieniony testament, i chciałem to zrobić właściwie, starannie i bez zbędnych formalności.
Zapytała: „Jak szybko chcesz zacząć?”
Powiedziałem: „Już zacząłem”.
Potem nastąpiły 3 miesiące papierkowej roboty, spotkań i bardzo metodycznego myślenia.
Z zawodu jestem księgowym. Nie jestem impulsywny. Nie zrobiłem tego w złości, choć muszę być szczery: gdzieś pod tą precyzją kryła się złość.
Po prostu nie pozwoliłem mu prowadzić.
Przeprowadziłem restrukturyzację powiernictwa tak, aby nieruchomości, dwurodzinny dom w Sudbury, budynek Sault Ste. Marie, budynek, który nabyłem w 2017 roku w Timmins, wszystkie znajdowały się w ramach rodzinnego powiernictwa, którego jestem jedynym powiernikiem.
Zmieniłem beneficjenta w moim RRSP i TFSA. Przejrzałem polisę ubezpieczenia na życie.
Również po cichu, bez uprzedzenia, przestałem płacić za kilka rzeczy, za które płaciłem.
Ubezpieczałem samochód mojego syna. Nie była to duża kwota, nieco ponad 140 dolarów miesięcznie, ale zacząłem to robić, gdy był jeszcze studentem, i nigdy nie przestałem.
A on nie wiedział, bo informacja ta pochodziła z konta, którego nie monitorował.
Zatrzymałem to w październiku.
Płaciłem za usługi streamingowe w ramach planu rodzinnego, na trzech platformach. Zniknęły w październiku.
Byłem współpodpisującym linię kredytową, którą otworzył po ukończeniu studiów, jako zabezpieczenie, z którego nigdy nie skorzystał. W listopadzie usunięto moje nazwisko z tej linii.
Wymagało to telefonu do banku i trochę papierkowej roboty. Bez zbędnych ceregieli. Załatwione.
Nic z tego go nie bolało. Nie o to chodziło.
Chodziło o to, że wyraźnie przyjrzałam się temu, co przez lata po cichu robiłam – podtrzymywałam pewne rzeczy, wypełniałam luki, nic nie mówiłam i decydowałam, które z tych rzeczy nadal wybieram.
Wybrałem inaczej.
Mój syn zadzwonił w listopadzie.
Powiedział, że był zajęty. Zapytał, jak się czuję. Powiedział, że moja synowa przesyła pozdrowienia, a w jego sposobie mówienia wyczułem, że nie powiedziała tego wprost, a on dodał to jako rodzaj towarzyskiej zaprawy.
Powiedziałem mu, że mam się dobrze. Powiedziałem mu, że zajmowałem się planowaniem majątku.
Wydał z siebie niewyraźny odgłos potwierdzający, typowy dla ludzi, którzy słyszą słowo „majątek” i zakładają, że ich ono jeszcze nie dotyczy.
Nie poprawiałem go.
Nadszedł grudzień.
Pojechałam do Toronto na święta, bo przeprowadzili się tam po ślubie. To było miasto jej rodziny, orbita jej rodziny, jak wiedziałam.
Mieli nowe mieszkanie w Liberty Village. Bardzo ładne, bardzo białe, takie, w którym wszystko jest kwestią decyzji.
Moja synowa pięknie to udekorowała. Przyznałam to szczerze, bo to była prawda.
W poranek Bożego Narodzenia mój syn dał mi kartę podarunkową do spa. Synowa dała mi świeczkę.
Dałem im kartkę i powiedziałem, że prezent przyjdzie osobno.
Synowa uśmiechnęła się i poszła dalej.
Tydzień później otrzymałem oddzielny list od mojego prawnika.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






