„Sarah rozwiązała umowę z telefonem” – powiedziała chłodno Lucinda. „Oddała większość swoich rzeczy osobistych”.
„Komu je podarowali?”
„Do schroniska przejściowego dla młodych kobiet opuszczających rodziny zastępcze w południowym Bostonie”.
Victor poczuł zimny ciężar w żołądku.
„A co z wypłatą z ubezpieczenia?”
Lucinda zacisnęła usta.
„To też.”
„Wszystkie cztery miliony dolarów?”
„Prawie wszystko. Dyrektor schroniska płakał, kiedy Sarah podpisywała dokumenty dotyczące funduszu”.
Victor oparł się o ścianę korytarza.
„Gdzie jest moja żona, Lucinda?”
Głos Lucindy stał się cichszy.
„Ona nie odeszła, żeby cię ukarać, Victorze. Odeszła, bo umiera.”
Victor wpatrywał się w nią.
„O czym mówisz?”
„Przebywa w ośrodku opieki paliatywnej w Tlalpan”.
W ośrodku dr Herrera wręczył Victorowi grubą dokumentację medyczną.
**Rozpoznanie: Zaawansowany terminalny rak dróg żółciowych — rak dróg żółciowych.**
**Data pierwszego ostatecznego badania diagnostycznego: 9 grudnia.**
Victor śmiertelnie zbladł.
„To niemożliwe. Jej operacja dawcy była zaledwie trzy tygodnie temu!”
Doktor Herrera zamknął akta.
„Sarah wiedziała około jedenaście tygodni przed przeszczepem, że ma nowotwór złośliwy w stadium terminalnym. Ukryła nowe objawy po zakończeniu wstępnej oceny dawcy. Odmówiła również przedoperacyjnego leczenia raka, ponieważ jego rozpoczęcie dyskwalifikowałoby ją z bycia dawcą”.
Victor upuścił torbę z lekami na podłogę.
„Dlaczego miałaby to zrobić?”
Lekarz spojrzał w dół cichego korytarza w stronę pokoju 214.
„Musisz ją o to zapytać osobiście, panie Vance. Póki jeszcze ma siłę, żeby odpowiedzieć”.
Victor ruszył w stronę pokoju, nie zdając sobie sprawy, że to, co Sarah zamierza mu powiedzieć, zniszczy wszystko, w co wierzył na temat ich małżeństwa.
Sara była obudzona.
Pokój był prosty.
Pojedyncze okno.
Fotel winylowy.
Trzy świeże gałązki kwiatów w szklanym wazonie.
Zegar ścienny tyka cicho.
Koncentrator tlenu pracował w wolnym, jednostajnym rytmie.
Victor zamarł w drzwiach.
Kobieta w łóżku wyglądała na o wiele mniejszą niż żona, którą pamiętał.
Jej skóra przybrała lekko żółty odcień, policzki były zapadnięte, a ciemne włosy były zebrane w schludny, krótki warkocz.
Kiedy Sara go zobaczyła, nie wyglądała na zaskoczoną.
„Masz źle zapięty płaszcz” – powiedziała cicho.
Victor spojrzał na siebie, jego ręce drżały.
„Saro…”
„Usiądź” – powiedziała delikatnie. „Zakręci ci się w głowie, jak będziesz tak stał”.
Victor zignorował krzesło i podszedł bliżej.
„Od jak dawna wiedziałeś?”
„Od 9 grudnia”.
„I nigdy mi nie powiedziałeś? Ani słowa?”
“NIE.”
„Dlaczego, Sarah? Dlaczego?”
Sarah na chwilę zamknęła oczy, czekając aż fala bólu minie.
„Czy wziąłeś leki zapobiegające odrzuceniu przeszczepu o 8:00 rano?”
„Wziąłem o 8:10.”
„To nie jest 8:00 rano.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






