REKLAMA

„Odrzucasz naszą ofertę? Powodzenia w znalezieniu kogoś…

REKLAMA
„Odrzucasz naszą ofertę? Powodzenia w znalezieniu kogoś...
REKLAMA

„Po trzecie i co najważniejsze, wdrażam przejrzyste widełki płacowe we wszystkich działach, bez żadnych dysproporcji ze względu na płeć lub rasę kryjących się za historią negocjacji lub uznaniem kierownictwa”.

Ta przerwa była dłuższa.

„Pierwsze dwa są wykonalne” – powiedział Darren. „Trzecie jest niekonwencjonalne dla naszej branży”.

„Tak samo jak śmiech z wykwalifikowanego kandydata” – odpowiedziałem. „A jednak jesteśmy tutaj”.

Odchrząknął.

„Powiedzmy sobie jasno. Domagasz się przejrzystości wynagrodzeń w całej organizacji”.

„Tak. Ze szczególnym naciskiem na walkę z historycznym niedocenianiem kobiet i mniejszości w dziedzinach STEM. Doświadczyłam tego na własnej skórze i nie zamierzam tego utrwalać”.

„Muszę to omówić z zarządem.”

“Oczywiście.”

„Czy mogę do ciebie oddzwonić jutro?”

„Będę czekać na Twój telefon.”

Dziesięć minut po rozłączeniu się otrzymałem e-mail od Nolana, menedżera ds. rekrutacji, który roześmiał mi się w twarz.

Pani Arvello, rozumiem, że rozmawiała Pani z naszym prezesem. Proszę o ponowne rozpatrzenie naszej oferty. Projekt produkcyjny został już zaplanowany z uwzględnieniem wdrożenia Pani metody ekstrakcji. Bez Pani wiedzy i doświadczenia nie możemy dotrzymać terminu. Przepraszam, jeśli nasze poprzednie spotkanie zakończyło się negatywnie. Chętnie omówię warunki, które pozwoliłyby Pani dołączyć do naszego zespołu.

Przeczytałem e-mail dwa razy.

Nie dlatego, że musiałem to zrozumieć.

Ponieważ chciałem docenić kontrast.

Trzy dni wcześniej przeceniłem swoje znaczenie.

Teraz nie byliby w stanie dotrzymać terminu beze mnie.

Zamknąłem laptopa i nie odpowiedziałem.

Tego wieczoru mój telefon zadzwonił ponownie.

Darren Winslow.

„Doktorze Arvello” – powiedział – „rozmawiałem z zarządem. Chcielibyśmy zaakceptować pańskie warunki z jedną modyfikacją”.

Czekałem.

„Wprowadzimy przejrzyste widełki płacowe, ale chcielibyśmy to robić stopniowo, w ciągu sześciu miesięcy, aby umożliwić odpowiednią weryfikację i korektę istniejących umów. Czy byłoby to akceptowalne?”

Moje serce biło szybciej.

Spodziewałem się oporu. Negocjacji. Może kontrpropozycji, która miała brzmieć hojnie, a jednocześnie zachować system w niezmienionym stanie.

Brak akceptacji.

„To byłoby do przyjęcia” – odpowiedziałem, starając się ukryć zaskoczenie w głosie. „Chciałbym bezpośrednio uczestniczyć w procesie weryfikacji”.

„Oczywiście. Jutro przygotujemy projekt umowy. Kiedy możesz zacząć?”

Dwa tygodnie później dołączyłem do Greenword Technologies jako nowy dyrektor ds. materiałoznawstwa.

Moja pensja była dwukrotnie wyższa od pierwotnej oferty, a premia za podpisanie umowy pokryła sześciomiesięczny czynsz.

Z mojego nowego biura roztaczał się widok na panoramę miasta, a obok znajdowało się małe laboratorium do wstępnych badań. Na drzwiach widniał napis „Dr Belinda Arvello”. Zanim weszłam do środka, przez chwilę stałam na korytarzu i przyglądałam się tabliczce.

Nie dlatego, że tytuł czynił mnie wartościowym.

Ponieważ zażądałem, aby tytuł odpowiadał wartości, która już tam była.

Pierwszego dnia poprosiłem o dane dotyczące wynagrodzeń dla całego mojego działu.

Dział HR zawahał się.

Przypomniałem im o umowie z dyrektorem generalnym.

Arkusz kalkulacyjny dotarł do mojej skrzynki odbiorczej około południa.

Wzory były dokładnie takie, jak podejrzewałem.

Kobiety na podobnych stanowiskach zarabiały o dwadzieścia dwa procent mniej niż mężczyźni.

Osoby o nazwiskach hiszpańskich, podobnie jak moje, zarabiały średnio o osiemnaście procent mniej niż inni o takich samych kwalifikacjach.

Pracownicy z najdłuższym stażem, zwłaszcza ci, którzy nie prowadzili agresywnych negocjacji, byli najgorzej opłacani w porównaniu z nowymi pracownikami.

To nie było przypadkowe.

To była struktura udająca zbieg okoliczności.

Pierwszy tydzień spędziłem na nauce obsługi, poznawaniu zespołu i omawianiu bieżących projektów. Wszyscy byli uprzejmi, ale wyczuwałem ich ciekawość.

Kim był ten nowicjusz, który negocjował bezpośrednio z dyrektorem generalnym?

Co czyniło ją tak wyjątkową?

Dlaczego przywódcy zareagowali tak szybko?

Nolan, który teraz technicznie rzecz biorąc raportował mi o zatwierdzeniu niektórych projektów, zdawał się mieć największe trudności. Uśmiechał się, kiedy było to wymagane, ale uśmiech nigdy nie sięgał jego oczu. Na spotkaniach siedział sztywno, z założonymi rękami, jakby jego ciało powstrzymywało się od wygłoszenia przemówienia, którego nie wolno mu było wygłosić.

W piątek po południu zwołałem zebranie wydziałowe.

Pięćdziesięciu siedmiu pracowników stłoczyło się w największej sali konferencyjnej na naszym piętrze. Inżynierowie stali wzdłuż tylnej ściany. Technicy laboratoryjni opierali się o parapety. Analitycy balansowali notatnikami na kolanach. Nolan siedział z przodu, zaciśniętymi szczękami, z tabletem w dłoni.

„Dziękuję wszystkim za powitanie mnie w tym tygodniu” – zacząłem. „Jestem pod wrażeniem innowacji, które tu zachodzą. Ale zidentyfikowałem też obszary, w których możemy się poprawić, nie tylko w naszych procesach technicznych, ale także w tym, jak cenimy naszych pracowników”.

Kliknąłem pierwszy slajd.

Na ekranie wyświetlały się zanonimizowane dane dotyczące wynagrodzeń.

W pokoju zapadła cisza.

„Oto nasza obecna struktura wynagrodzeń, z pominięciem nazwisk” – powiedziałem. „Jak widać, występują znaczne rozbieżności, które nie korelują z doświadczeniem, wynikami ani wkładem”.

Ludzie pochylali się do przodu.

Niektórzy wpatrywali się w wykres przymrużonymi oczami.

Inne wyglądały tak, jakby właśnie potwierdziły się podejrzenia, które snuto od lat.

„W ciągu najbliższych sześciu miesięcy” – kontynuowałem – „wprowadzimy przejrzyste widełki płacowe w całej firmie. Każde stanowisko będzie miało jasno określony przedział wynagrodzeń oparty na umiejętnościach, doświadczeniu i wkładzie, a nie na taktykach negocjacyjnych czy…”

Zatrzymałem się i na chwilę spojrzałem Nolanowi w oczy.

„Osobiste uprzedzenia”.

Cisza w pokoju uległa zmianie.

To już nie było zamieszanie.

To było rozpoznanie.

Po spotkaniu kilku pracowników pozostało na miejscu.

Pierwsza podeszła do mnie analityczka badawcza o imieniu Paloma. Miała około trzydziestu lat, bystre spojrzenie, ciemne loki spięte w niski kok i tablet przyciśnięty do piersi.

„Czy to, co nam pokazałeś, naprawdę się tu dzieje?” – zapytała cicho.

„Tak” – powiedziałem. „I naprawimy to”.

Spojrzała na swoje dłonie.

„Pracuję tu od trzech lat. W zeszłym miesiącu odkryłem, że mój nowy kolega, człowiek z połową mojego doświadczenia, zarabia piętnaście tysięcy więcej ode mnie. Kiedy wspomniałem o tym Nolanowi, stwierdził, że rozmowa o pensjach jest nieprofesjonalna”.

Spojrzałem jej w oczy.

„Nieprofesjonalne jest wykorzystywanie tajemnicy w celu zaniżania wynagrodzeń”.

Jej oczy błyszczały, lecz nie płakała.

Skinęła głową, jakby coś w jej wnętrzu długo czekało na to zdanie.

W poniedziałkowy poranek po budynku krążyły już szepty.

Niektórzy pracownicy byli pełni nadziei.

Niektórzy byli podejrzliwi.

Niektórzy, zwłaszcza ci, którzy skorzystali na obecnym systemie, byli wyraźnie wrogo nastawieni.

Nolan pojawił się w drzwiach mojego biura o 9:30 rano i nie zadał sobie trudu, żeby zapukać.

„Zrobiłeś niezłe zamieszanie” – powiedział, zajmując krzesło naprzeciwko mojego biurka, mimo że go nie prosiłem.

Kontynuowałem przeglądanie harmonogramu projektu na ekranie.

„Dzień dobry, Nolan.”

„Zespół zarządzający jest zaniepokojony tym, co przedstawiłeś w piątek”.

„Dane mówią same za siebie”.

„Dane mogą być błędnie interpretowane” – odparł. „Niektórzy pracownicy mają większą siłę negocjacyjną dzięki swoim unikalnym umiejętnościom. Inni akceptują mniej, ponieważ cenią równowagę między życiem zawodowym a prywatnym lub inne benefity. Prezentowanie surowych liczb bez kontekstu tworzy niepotrzebne napięcie”.

W końcu podniosłem wzrok.

„Czy tak się stało, kiedy z tobą negocjowałem? Brakowało mi unikalnych umiejętności, ale ceniłem równowagę między życiem zawodowym a prywatnym?”

Jego wyraz twarzy stał się napięty.

„To było co innego.”

„Nie było. To był dokładnie ten sam schemat, który widać w tych danych. Ale idziemy naprzód w kwestii przejrzystości, niezależnie od tego, jak bardzo niekomfortowo czują się z tym ci, którzy korzystali z tajemnicy”.

Pochylił się do przodu.

„Słuchaj, Belindo, czy mogę cię nazywać Belindą?”

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA