Ta cisza mnie drażniła.
Kiedy Mark wrócił, zapytałem: „Kto jest właścicielem chaty?”
Zamarł w połowie rozładowywania torby z zakupami.
“Moja rodzina.”
„Nie o to pytałem.”
Odłożył torbę.
„Dlaczego rozmawiasz z Frankiem?”
„Bo nie chcesz ze mną rozmawiać.”
“Laura.”
„Kto jest właścicielem chaty?”
Westchnął.
„Technicznie rzecz biorąc, jest to skomplikowane”.
Było to słowo.
Skomplikowany.
Ulubione słowo ludzi, którzy starają się nie odpowiadać na proste pytania.
„Jaki procent posiadasz?”
Nie odpowiedział.
„Więc Elena jest jego częścią”.
“Albo tak.”
“Zrobił?”
“Mówiłem ci, że Frank przekręca sprawę.”
„Nic nie przekręcił. Prawie nic nie powiedział.”
Mark wszedł do kuchni.
Poszedłem za nią.
„Czy Elena była tu, ponieważ jest właścicielką części tego miejsca?”
„Odziedziczyła udziały Daniela”.
„I nie sądziłeś, że warto o tym wspomnieć?”
“To cię nie dotyczy.”
Wtedy coś we mnie ostygło.
Powiedział to już dwa razy.
Nie musisz się martwić.
To cię nie dotyczy.
Jakby małżeństwo oznaczało, że sam decyduje, jakie informacje się kwalifikują.
Przestałem pytać.
Nie dlatego, że byłem zadowolony.
Ponieważ zdałem sobie sprawę, że Mark będzie ciągle odpowiadał na pytania o prawdę, dopóki nie znajdę czegoś, czego nie będzie mógł wytłumaczyć.
Tego popołudnia, kiedy on był na zewnątrz i Frank pracował przy generatorze, ja przeszukałem stare biurko w salonie.
Nie byłem z tego dumny, ale też nie przestałem.
Były tam pokwitowania podatkowe, stare faktury za konserwację i zezwolenia na połów ryb.
Potem znalazłem kopertę z napisem „ELENA” na przodzie.
Wewnątrz znajdowało się kilka stron.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






