Odchylił się na krześle.
Przez kilka sekund nikt nic nie mówił.
W końcu Frank otarł policzek.
— Ten dzieciak nadal rysuje okropne dinozaury.
Zaśmiałam się.
Później Frank skinął głową w stronę Eliama.
— Każdy chce mi podać słowo.
Spojrzał na mojego męża.
— Twój mąż był pierwszą osobą, która była na tyle uparta, żeby poczekać, aż sam je znajdę.
W drodze do domu Eliam mnie przeprosił.
— Powinienem był powiedzieć ci, że jestem na urlopie i że ktoś mnie potrzebuje. Na tym mogłem poprzestać.
– NIE.
— Bałem się, że zaczniesz zadawać pytania.
— Pewnie bym zaczęła.
Czekał.
— Nie potrzebuję znać każdego sekretu, który ktoś ci powierza — powiedziałam. — Ale muszę wiedzieć, kiedy moje życie zaczyna być organizowane wokół jednego z nich.
— Masz rację.
— A ja nie powinnam była cię śledzić — przyznałam.
Spojrzał na mnie.
— Rozumiem, dlaczego to zrobiłaś.
— Wiem. Ale i tak nie powinnam.
Następnego ranka Eliam wziął laptopa i klucze.
Ta sama rutyna.
— Jadę do centrum edukacyjnego.
— Do Franka?
– NIE.
— Jest coś, czego nie możesz mi powiedzieć?
— Większości rzeczy.
— Dobrze.
Wskazałam na blat.
— Ale to naprawdę powinieneś ze sobą zabrać.
Jego leki.
Zaśmiał się i schował je do kieszeni.
Kilka dni później przysłał mi zdjęcie.
Frank siedział przy stoliku, a obok niego stało jego pudełko na lunch z dinozaurami. Był tam też jego wnuk, który coś pisał na kartce papieru.
Frank pochylił się nad słowami.
Eliam siedział kilka metrów dalej.
Czekał.
Mogłam powiększyć zdjęcie.
Mogłam zapytać, co chłopiec napisał.
Zamiast tego odłożyłam telefon.
Już wiedziałam, co naprawdę było moje.





