Jak bardzo czułam się winna, ilekroć się śmiałam.
Jak to czasami bywa, że sięgałam po telefon, gdy zobaczyłam coś, co spodobałoby się Ethanowi.
Pies się nie odsunął.
Zacząłem nazywać go Buddy, bo potrzebowałem jakiegoś określenia, którym mógłbym go nazwać.
Pracownicy cmentarza roześmiali się, gdy im o tym powiedziałem.
„On na to reaguje?”
“Czasami.”
„W takim razie myślę, że Buddy.”
Mimo wszystko chciałem wiedzieć, skąd się wziął.
Kilka razy poszłam za nim, kiedy odszedł.
Zawsze znikał wąską ścieżką za cmentarzem.
Pewnego razu spróbowałem pójść dalej.
Ale ścieżka rozgałęziała się za rzędem drzew i go zgubiłem.
Zastanawiałem się, czy nie umieścić jakiejś notatki na jego obroży.
Wtedy się powstrzymałem.
Być może jego właściciel już wiedział, co robi.
Może po prostu nie obchodziło ich to.
Potem, prawie rok po tym, jak go zauważyłam po raz pierwszy, Buddy przyszedł do mojego domu.
Był wtorek rano.
Robiłam kawę, gdy usłyszałam drapanie przy drzwiach wejściowych.
Na początku myślałem, że to gałąź.
Potem usłyszał ciche szczekanie.
Otworzyłem drzwi.
Buddy stanął na moim ganku.
Moje serce niemal stanęło.
„Jak mnie znalazłeś?”
Jego ogon zamerdał raz.
Wtedy zauważyłem, co niósł.
Mały, czerwony, gumowy dinozaur.
Zamarłem.
NIE.
Podszedłem bliżej.
Farba na jednym oku została zeskrobana.
Przy ogonie znajdował się niewielki ślad po ugryzieniu.
Znałem tę zabawkę.
Ethan nosił go ze sobą wszędzie, gdy był mały.
Nadał mu imię Rex.
Przez lata trzymałam je w pudełku razem z rzeczami z jego dzieciństwa.
Po śmierci Ethana nie mogłem tego znaleźć.
Założyłem, że zgubiliśmy go w czasie którejś przeprowadzki.
Teraz wisiał w pysku obcego psa.
Moje ręce zaczęły się trząść.
„Skąd to masz?”
Buddy upuścił dinozaura u moich stóp.
Podniosłem to.
Nie było pomyłki.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






