Wiosną, po sfinalizowaniu rozwodu, usiadłam sama ze sobą w nowej kuchni i przyznałam się do tego, czego unikałam przez dekadę. Poszłam do lekarza. Omówiliśmy wszystko.
Wspomniała o Ompicu tak, jak każdy lekarz zdaje się teraz o tym mówić czterdziestokilkulatek, wspominając o swojej wadze. 900 dolarów miesięcznie, czasami 12. Cotygodniowy zastrzyk w brzuch. Lista skutków ubocznych obejmowała pęcherzyk żółciowy, zaburzenia widzenia i zapalenie trzustki.
System recept, który oznaczałby konieczność wizyty w klinice co 30 dni w dającej się przewidzieć przyszłości. I literatura naukowa, która wyraźnie milczy na temat tego, co dzieje się z organizmem po zaprzestaniu przyjmowania leku. Nie chciałem niczego takiego.
Właśnie spędziłem 10 lat, wiążąc bieg mojego życia z czymś, czego nie mogłem kontrolować i nie zamierzałem tego robić ponownie z wnętrzem mojego ciała. Zamiast tego zacząłem czytać. Istnieje cicha, ale rozwijająca się kategoria badań, głównie w laboratoriach europejskich i koreańskich, nad probiotykiem o nazwie Acrimancia mucinophila.
Pożyteczna bakteria jelitowa, która w odpowiedniej ilości pomaga organizmowi produkować własny GLP-1 – ten sam hormon, który Ompic syntetyzuje z zewnątrz. Ten sam mechanizm działa w organizmie. Czytałem badania przez dwa tygodnie.
Jak już chyba wspomniałem, jestem bardzo dobry w posługiwaniu się danymi. Zamówiłem butelkę kapsułek Slimlex GLP-1 we wtorek rano. Za 69,95 dolara. Bez recepty, bez wizyty w klinice, bez igły.
Dwie kapsułki dziennie, jedną do śniadania, a drugą do kolacji, popijając pełną szklanką wody. Substancją czynną było 500 milionów jednostek referencyjnych (AFU) akromancji mucinaphila w połączeniu z mieszanką wspomagającą sytość, rozpuszczalnym błonnikiem kukurydzianym, fruktooligosacharydami i ekstraktem z żurawiny, który pomaga regulować poziom cukru we krwi. Przeczytałem informacje o suplemencie tak, jak czytam umowę z dostawcą, linijka po linijce, dwa razy długopisem w dłoni.
Paczka dotarła w piątek po południu. Pierwszą kapsułkę wziąłem w poniedziałek rano w mojej nowej kuchni, popijając szklanką wody. Nie spodziewałem się niczego spektakularnego.
To, co się wydarzyło, było mniej dramatyczne, niż opisuje literatura omiczna, a bardziej użyteczne, w sposób, w jaki często bywają ciche rzeczy. Ciągły, cichy szum jedzenia, część mojego mózgu, która od 32. roku życia myślała o kolejnym posiłku, ucichła. Nie zniknęła, ucichła.
Pod koniec drugiego tygodnia zauważyłem, że jem, bo jestem głodny, zamiast jeść z powodu niepokoju, zmęczenia lub próby wypełnienia małej, miękkiej przestrzeni wieczorami, gdy w domu nagle robi się bardzo cicho, a Michael nie ogląda na górze relacji sportowej. Zjadłem kolację. Przestałem.
Położyłem się spać. Waga spadała powoli, dokładnie tak, jak sobie tego życzyłem. Nie chodzi o dramatyczne zdjęcia przed i po programie iniekcyjnym, ale o stały, trwały spadek, sugerujący, że ciało powoli wraca do swojej pierwotnej formy.
Do lata schudłam 10 kg. Jesienią druga szafa połączyła się z pierwszą, a ja oddałam trzy worki ubrań, które stały się na mnie za duże. Nie będę wam mówić, że suplement uratował mi życie.
Suplement nie uratował mi życia. Ja uratowałem swoje życie. Ale jest różnica między próbą prześcignięcia własnego ciała siłą woli a danie mu tego, o co po cichu prosiło przez cały czas.
Spędziłam 40 lat po tej pierwszej stronie tej różnicy i byłam bardzo, bardzo zmęczona. Jeśli dotrwaliście ze mną aż do tego momentu, zrozumieliście coś na temat tego, jaką jestem kobietą. Nie daję sobie łatwo rady.
Nie podpisuję się pod niczym, czego osobiście nie używałem i nie testowałem przez lata. Od pierwszego poniedziałkowego poranka zamawiałem te same butelki w regularnych odstępach czasu i będę je zamawiał nadal, ponieważ to, co mi dały, to nie liczba na wadze, a cisza w mojej głowie, której braku nie do końca zdawałem sobie sprawę. Jennifer przyjechała w pierwszy weekend mojego pobytu w nowym domu i usiedliśmy w kuchni na składanych krzesłach, ponieważ jeszcze nie kupiłem mebli. Przyniosła dwie paczki dobrej kawy z palarni Brooklyn, piliśmy ją z papierowych kubków i rozmawialiśmy prawie do północy.
To była jedna z najlepszych nocy, jakie przeżyłem od lat. Czasem myślę o dziewczynie z Dayton, siedemnastolatce, która postanowiła pozbyć się strachu przed pieniędzmi. I udało jej się.
I rzeczywiście tak zrobiła. Okazało się, że strach wcale nie wynikał z pieniędzy. Wynikał z przekonania, że to ona jest odpowiedzialna za komfort innych ludzi, kosztem własnej jasności umysłu.
Ona już w to nie wierzy. Mam 41 lat. Prowadzę firmę wartą 4,2 miliona dolarów.
Mój scoring kredytowy wynosi 794. Ważę o 10 kilogramów mniej niż rano, kiedy Michael powiedział mi, że znalazł swoją prawdziwą miłość. Moje domowe biuro ma rano dobre oświetlenie, a ja piję kawę stojąc przy kuchennym oknie i obserwując, jak wygląda dzień za oknem.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





