—
Pojechałem do małego parku na ulicy Hollis, miejsca, do którego kiedyś zabierałem dzieci na lody.
Długo siedziałam w samochodzie, zastanawiając się, jak porozmawiać z mężem i siostrą.
Wtedy zdałem sobie sprawę, że zapomnieli o dwóch bardzo ważnych rzeczach.
Dziwny uśmiech pojawił się na moich ustach.
„Nie masz szansy na wymówki” – mruknęłam. „Będziesz musiała zmierzyć się z konsekwencjami na moich warunkach, nie mając dokąd uciec”.
Jechałem do domu o szóstej, dokładnie na czas, jakby nic się nie stało.
Honda Kate zniknęła.
Robbert był w kuchni i nalewał sobie szklankę wody.
Odwrócił się i obdarzył mnie swoim ciepłym, wyćwiczonym uśmiechem.
„Wróciłaś późno do domu, kochanie. Długi dzień?”
„Długi dzień” – zgodziłem się, wieszając płaszcz. „Ale wpadłem na pomysł w drodze do domu”.
“Oh?”
„W ten weekend mam urodziny. Chcę tu zorganizować kolację. Dla rodziny, dla kilku bliskich przyjaciół.”
Mrugnął raz, tylko raz. „To dla ciebie dużo pracy, Margaret.”
Podeszłam i ścisnęłam go za ramię, jak kochająca żona. „Mam urodziny”.
Następnego ranka po tym, jak ich zobaczyłem, zadzwoniłem do mojego prawnika, pana Linwooda.
„Margaret, minęły lata” – powiedział. „Co mogę dla ciebie zrobić?”
Poprosiłem go o przejrzenie pewnych dokumentów i umówiłem się z nim na spotkanie za kilka dni.
Tego popołudnia pojechałem do banku i otworzyłem małą skrytkę depozytową, która należała do mojej matki.
W środku, pod aksamitnym woreczkiem z biżuterią, znajdowała się zapieczętowana koperta, którą wcisnęła mi do ręki na tydzień przed śmiercią.
Przeczytałem list jeszcze raz w samochodzie, powoli, tak jak człowiek czyta coś, co już zna na pamięć.
Potem schowałam go do torebki.
Za kilka dni pan Linwood będzie mógł potwierdzić, czy miałem rację co do tych dokumentów, a Kate… cóż, Kate czekała niemiła niespodzianka, gdy pokazałem jej list od mamy.
Pułapka już była na miejscu. Wystarczyło pozwolić im w nią wejść.
—
Tego wieczoru, gdy byliśmy już w domu, Robbert pocałował mnie w policzek, tak jak to zawsze robił.
„Byłeś cichy w tym tygodniu” – powiedział. „Wszystko w porządku w pracy?”
„Po prostu jestem zmęczony” – powiedziałem. „Chcę, żeby ta urodzinowa kolacja była idealna, i tyle”.
Uśmiechnął się.
Gdyby wiedział, co się wydarzy, od razu padłby mi na kolana i błagał mnie o wybaczenie.
—
Kate przyszła do mnie w sobotę rano, udając, że chce mi pomóc wybrać kwiaty.
Weszła, pachnąc perfumami, które jej kiedyś sprezentowałem na Boże Narodzenie, a sam zapach niemal sprawił, że ugięły się pode mną kolana.
To było to! Zapach perfum, który poczułem rano na kołnierzyku Robberta!
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






