Jednak później pamiętał, co powiedział.
Nie publikuj tego. Wyglądasz na zmęczonego.
Myślał, że to uczciwość.
Teraz, gdy stał sam w niebieskim blasku ekranu, brzmiało to jak kradzież.
Przyszła wiadomość od Penelope.
Nie będę się z Tobą więcej widzieć. Proszę nie kontaktować się ze mną bezpośrednio. Wszelka niezbędna komunikacja może odbywać się za pośrednictwem mojego prawnika.
Marcus wpatrywał się w to.
Potem przyszła druga wiadomość.
To dziecko zasługuje na spokój. Twoje dzieci również.
Rzucił telefon na kanapę obok siebie.
Przez kilka sekund siedział ciężko oddychając, czekając, aż gniew przyjdzie i uratuje go od wstydu.
Przyszło, ale słabo.
Za tym kryło się coś gorszego.
Pytanie.
A co jeśli nie każda osoba, która go opuszcza, jest zdradą?
A co jeśli to była konsekwencja?
Nienawidził tej myśli i znów sięgnął po telefon, gotowy zadzwonić do Julianne, żądać, wyjaśniać, przepraszać, obwiniać — cokolwiek, co zmusiłoby ją do odpowiedzi.
Jednak jej numer nie jest już aktywny.
Nie zablokowano.
Zmieniono.
Ostateczność tego drobnego faktu technicznego zaniepokoiła go bardziej, niż chciał przyznać.
Następne dni w Londynie upłynęły spokojnie, choć niełatwo.
Dzieci budziły się o dziwnych porach. Theo zapytał, czy nadal będzie miał swoją szachownicę. Lily płakała, bo tęskniła za swoim pokojem, a potem czuła się winna, bo nie tęskniła za krzykami. Julianne zapisała je tymczasowo do małej międzynarodowej szkoły, którą poleciła jej sąsiadka Miry – miejsca z serdecznymi nauczycielami i jasnymi klasami z widokiem na dziedziniec.
Pierwszego ranka Theo stał przed bramą szkoły, ściskając paski plecaka.
„A co jeśli zapytają, dlaczego się przeprowadziliśmy?” – powiedział.
Julianne przykucnęła przed nim. „Możesz powiedzieć: »Moja rodzina potrzebowała nowego początku«. To prawda i nikomu więcej nie jesteś winien”.
Zastanowił się nad tym.
„A co jeśli tata zadzwoni?”
„W takim razie poradzimy sobie z tym razem”.
„Czy muszę z nim rozmawiać?”
Julianne ścisnęło się gardło, ale zachowała spokój. „Nie, dopóki nie będziesz gotowa. Umowa też daje ci przestrzeń”.
Theo jednocześnie wyglądał na ulżonego i smutnego.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





