Kiedy Claire wyszła, obiecując, że wróci rano, Daniel usiadł z Lucy przy małym kuchennym stole, podczas gdy chłopcy spali.
„Znałem twoją matkę” – powiedział.
Lucy nie odpowiedziała.
„Dawno temu. Zanim się urodziłeś.”
„Byłeś jej chłopakiem?”
Jego bezpośredniość niemal go rozśmieszyła, ale nic w tym nie było śmieszne.
„Coś bliskiego” – powiedział. „Oficjalnie nie byliśmy razem, ale… zależało mi na niej. Bardzo”.
“Co się stało?”
„Opuściła miasto”.
“Dlaczego?”
„Nigdy nie wiedziałem.”
Lucy wpatrywała się w herbatę. „Może się wstydziła”.
„O czym?”
„O nas.”
Słowa zabrzmiały mocno.
Daniel odchylił się do tyłu, wpatrując się w jej twarz. Szare oczy. Oczy Erin. Kształt ust. Od rana dostrzegał podobieństwo w przebłyskach, ale smutek i chaos nie pozwalały mu w pełni zrozumieć tej myśli.
Ile masz lat, Lucy?
„Jedenaście. W czerwcu kończę dwanaście.”
Daniel zrobił obliczenia zanim zamierzał.
Dwanaście lat.
Poczuł chłód w piersi.
Nie. Mnóstwo ludzi miało szare oczy. Mnóstwo dziewcząt było podobnych do swoich matek. Nie miał prawa rzucać się w fantazje zszyte z żalu. Mimo to coś starego i niebezpiecznego się obudziło.
Tej nocy nie powiedział już nic więcej.
Erin obudziła się dwa dni później.
Daniel tam był.
Tego ranka osobiście odwiózł dzieci do szkoły, po tym jak wyjaśnił prawdę dyrektorowi, który zbladł i natychmiast przydzielił mu doradcę, darmowe posiłki oraz pracownika socjalnego z okręgu o życzliwych oczach i wygodnych butach. Następnie pojechał do St. Mary’s i stał przed salą 614 przez całą minutę, zanim wszedł do środka.
Erin leżała oparta o białe poduszki, z rurką tlenową przy nosie, włosy odgarnięte z twarzy. Czysta. Chuda. Poobijana chorobą. Żywa.
Jej oczy powędrowały w jego stronę i rozszerzyły się.
Przez chwilę żaden z nich się nie odzywał.
Wtedy Erin wyszeptała: „Wiedziałam, że mam halucynacje”.
„Nie” – powiedział Daniel. „Bardzo realne.”
Jej rzęsy zatrzepotały. „Wyglądasz starzej”.
„Zniknąłeś na dwanaście lat. To się zdarza.”
Wydobył się z niej dziwny dźwięk – coś w rodzaju śmiechu, coś w rodzaju szlochu. Zakryła twarz drżącymi palcami.
Daniel stał u stóp łóżka, porzucony przez każdą wyuczoną przemowę. Gniew był, owszem. Ale został zagłuszony przez to, co zobaczył w tym mieszkaniu. Przez Lucy klęczącą na podłodze w sklepie spożywczym. Przez dwóch chorych chłopców na podartej kanapie.
„Jak źle?” zapytała, ukrywając dłoń.
„Wystarczająco źle.”
Jej ramiona opadły. „Dzieci?”
„Bezpieczny. Nakarmiony. Dzisiaj w szkole.”
To ją naprawdę rozpłakało.
Daniel podał jej pudełko chusteczek ze stolika nocnego. „Lekarz mówi, że wyzdrowiejesz, jeśli choć raz w życiu go posłuchasz”.
„Nigdy nie byłem w tym dobry.”
“NIE.”
Otarła oczy, po czym spojrzała na niego ponownie z wyrazem twarzy, który pamiętał aż za dobrze – tym, który zawsze pojawiał się tuż przed powiedzeniem prawdy, i nienawidziła siebie za to.
„Śledziłeś ją.”
„Tak.”
„Ona wygląda jak ja.”
„Ona tak.”
Erin przełknęła ślinę.
Daniel podszedł do krzesła przy łóżku i powoli usiadł. „Zadam jedno pytanie, Erin, i chcę jednej odpowiedzi. Żadnych półodpowiedzi. Żadnego uciekania”. Spojrzał jej w oczy. „Czy Lucy to moja córka?”
Erin zamknęła oczy.
Już wiedział, co odpowiedzieć, zanim ona zdążyła się odezwać.
“Tak.”
Pokój nie przechylił się ani nie wirował. Po prostu zwęził się, aż świat ograniczył się do kobiety w łóżku i odgłosów maszyn liczących wokół nich.
Daniel czuł się jednocześnie dwudziestoośmio- i czterdziestoletni. Wściekły. Oszołomiony. Nadopiekuńczy. Zdradzony w sposób, którego nie potrafił jeszcze pojąć.
„Jak?” zapytał i od razu prawie roześmiał się z głupoty tego słowa.
Erin westchnęła ciężko. „Dowiedziałam się po wyjściu”.
„Dlaczego mi nie powiedziałeś?”
Odwróciła twarz. „Bo twoja była żona właśnie odebrała ci połowę życia przez rozwód. Bo twój biznes upadał. Bo w końcu się podnosiłeś. Bo nie miałam nic i żadnej stabilizacji do zaoferowania. Bo bałam się, że jeśli ci powiem, poczujesz się uwięziony”.
„Poślubiłbym cię.”
„Wiem” – wyszeptała. „Właśnie dlatego tego nie zrobiłam”.
Daniel wstał tak gwałtownie, że nogi krzesła zadrapały płytki.
„Nie możesz podjąć tej decyzji za mnie.”
“Ja wiem.”
„Nie możesz pozwolić mi spędzić dwunastu lat myśląc, że zniknąłeś, bo ja nie byłem dla ciebie wystarczający”.
Łzy spływały jej po linii włosów. „Wiem.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






