„A potem?”
„I jeszcze jedno, ostatnie hasło.”
„Kto to ma?”
Twarz Evelyn się napięła.
„Teodor.”
Julian parsknął śmiechem.
“Świetnie.”
Marcus pochylił się nad biurkiem.
„On jest d/e/@/d.”
“Tak.”
„Jak więc możemy od niego uzyskać kod dostępu?”
Evelyn spojrzała w stronę sejfu.
„Ponieważ Theodore nigdy nie ufał wyłącznie bezpieczeństwu cyfrowemu”.
Otworzyła.
Wewnątrz znajdował się mały magnetofon i pięć zapieczętowanych kopert.
Na każdej kopercie widniało imię jednego z dzieci rodziny Mercer.
Cztery z nich nosiły imiona moich córek.
Wystarczy przeczytać:
SYN.
Poczułem się chory.
„Skąd znał ich imiona?”
„Miał dostęp do aktów urodzenia”.
Evelyn podała mi kopertę Lily.
Otworzyłem.
W środku był list.
Lily Mercer,
Jeśli to czytasz, Twój brat się urodził. Jesteś najstarszą córką i dlatego ponosisz odpowiedzialność za ochronę rodziny Mercer, dopóki nie osiągnie dorosłości.
Zatrzymałem się.
Moje oczy zaszły mgłą złości.
„Uczynił siedmiolatka odpowiedzialnym za dziecko, którego jeszcze nie było”.
Julian zacisnął szczękę.
„Czytaj dalej.”
Pierwsza cyfra oznacza liczbę mężczyzn z rodu Mercer przedstawionych w zachodniej sali.
Wskazówka.
Spojrzałem na Evelyn.
„Hasło jest podzielone między dzieci?”
“Tak.”
Otworzyliśmy Avę.
Druga cyfra: liczba dzwonów w pierwotnej kaplicy domowej.
Sophie:
Trzecia cyfra: liczba liter w nazwie pierwszego statku Mercer.
Grace:
Czwarta cyfra: liczba kamiennych lwów strzegących posiadłości.
Następnie na kopercie widniał napis SON.
Otworzyłem.
W środku znajdowała się pusta karta.
Nic więcej.
Julian wpatrywał się.
“To wszystko?”
Marcus podniósł kartę pod światło.
„Brak znaku wodnego.”
Claire przyjrzała się temu.
„Może to tusz wrażliwy na ciepło?”
Evelyn spojrzała na odliczanie.
„Nie mamy czasu na eksperymenty”.
00:42:03.
Julian pobiegł na górę liczyć portrety.
Rebecca zabrała Avę do starej kaplicy.
Marcus przeszukał archiwum w celu odnalezienia zapisów dotyczących statków Mercer.
Claire i Evelyn obejrzały kartkę.
Zostałem z dziećmi.
Lily usiadła obok mnie.
“Mama?”
“Tak?”
„Czy mamy kłopoty?”
Spojrzałem na nią.
Dzieci zawsze wiedzą więcej, niż dorośli sądzą.
“NIE.”
To było kłamstwo.
Więc się poprawiłem.
„Rozwiązujemy problem”.
„Z powodu dziadka?”
“Tak.”
Zmarszczyła nos.
„Był dziwny.”
Niespodziewanie się zaśmiałem.
“Tak.”
„Powiedział mi kiedyś, że powinnam być chłopcem”.
Śmiech ucichł.
“Co?”
„Na Boże Narodzenie”.
W tym momencie wszedł Julian.
Zatrzymał się.
Lily kontynuowała.
„Powiedziałam, że podoba mi się bycie dziewczyną.”
Coś zmieniło się w twarzy Juliana.
Nie wściekłość.
Smutek.
Uklęknął przed nią.
“Lilia.”
Spojrzała na niego.
“Przepraszam.”
„Po co?”
„Za każdy raz, kiedy dałem ci odczuć, że brat uczyniłby naszą rodzinę lepszą”.
Wzruszyła ramionami z rozdzierającą serce nonszalancją.
„Dużo o nim mówiłeś.”
Oczy Juliana zaszkliły się.
“Ja wiem.”
Ava i Rebecca wróciły.
„Trzy dzwonki!” krzyknęła Ava.
Marcus zadzwonił z biura.
„Siedem liter! Pierwszym statkiem była Aurora!”
Grace podreptała w kierunku wejścia do piwnicy.
„Lwy dwa!”
Mieliśmy:
? – 3 – 7 – 2.
Julian wstał.
„Portrety w zachodniej sali. Jedenastu ludzi z Mercer.”
„Więc pierwsza cyfra to jedenaście?”
„Hasła zazwyczaj nie zaczynają się od jedenastu” – powiedziała Claire.
Evelyn przeczytała tekst jeszcze raz.
„Liczba sportretowanych mężczyzn Mercer.”
Lily spojrzała w górę.
„Jest ich dwanaście.”
Julian zmarszczył brwi.
„Nie. Naliczyłem jedenaście.”
„Dziadek jest za kurtyną.”
Wszyscy na nią spojrzeli.
“Co?”
„W zachodniej sali.”
Lily wzruszyła ramionami.
„Za czerwoną kurtyną jest obraz.”
Julian pobiegł.
Wróciłem po trzydziestu sekundach.
“Dwanaście.”
Więc:
12 – 3 – 7 – 2.
Ale system wymagał pięciu cyfr.
Ostatni numer widniał na karcie syna.
00:31:44.
Claire ogrzała papier w pobliżu lampy.
Nic.
Marcus potarł go ołówkiem.
Nic.
Evelyn przejrzała go.
Nic.
Wpatrywałem się w pustą kartę.
Wtedy moje dziecko zaczęło płakać.
Podniosłem go.
Koc mu się zsunął.
Półksiężycowaty znak pod uchem stał się widoczny.
Evelyn zamarła.
“O mój Boże.”
“Co?”
Sięgnęła po kartkę.
„Theodore używał symboli rodzinnych jako kluczy numerycznych.”
Marcus wpatrywał się w znamię.
„Półksiężyc”.
Julian szepnął: „Babciu”.
Evelyn skinęła głową.
„Które pokolenie Mercerów jako pierwsze je wprowadziło?”
Marcus pomyślał.
„Babcia była siódmym pokoleniem”.
Julian pokręcił głową.
„Nie. Jej matka też to miała.”
“Szósty?”
Lily nagle przemówiła.
“Pięć.”
Wszyscy się odwrócili.
Wskazała na drzewo genealogiczne oprawione w ramkę i umieszczone na ścianie.
„Jest pięć księżyców.”
Spojrzałem.
Obok niektórych nazw znajdowały się maleńkie symbole półksiężyca.
Pięć w sumie.
Evelyn weszła:
1-2-3-7-2-5.
System odrzucił tę propozycję.
00:28:11.
Julian zaklął.
„Może dwanaście to oddzielne cyfry”.
Evelyn próbowała:
1-2-3-7-2.
Odrzucony.
Marcus próbował kombinacji.
Odrzucony.
Odliczanie trwało.
Potem znów spojrzałem na wskazówki.
„Dzieci.”
„Co?” zapytała Claire.
„Theodore nie podał nam sześciu liczb.”
Ułożyłem koperty.
„Każdemu dziecku podał jedną odpowiedź.”
Lilia: 12.
Ava: 3.
Sophie: 7.
Łaska: 2.
Syn: 5.
Pięć odpowiedzi.
„Może kod dostępu to 123725.”
„Właśnie tego próbowaliśmy” – powiedział Julian.
“NIE.”
Spojrzałem na listy.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





