„Nic mi nie jesteś winien.”
“Ja wiem.”
To mnie zaskoczyło.
Spojrzał w stronę ruchu ulicznego.
„Mój brat zadzwonił do mnie z Niemiec, kiedy go ewakuowali. Powiedział, że ktoś o imieniu Cole go stamtąd wyciągnął. Zawsze wyobrażałem sobie giganta bez szyi”.
„Mam pięć stóp i sześć cali wzrostu.”
„Zauważyłem.”
Po raz pierwszy od przymiarki część napięcia zniknęła.
„Nigdy nie wiedział, że to ty?”
„Wiedział. Rozmawialiśmy raz podczas jego rekonwalescencji. Prosiłem go, żeby nie robił z tego afery”.
Ethan uśmiechnął się lekko.
„To brzmi jak Evan. Był okropny w respektowaniu próśb.”
„Wysłał mi kartkę świąteczną.”
„Wysyłał kartki świąteczne ludziom, których kiedyś spotkał na lotniskach”.
“Ja wiem.”
Oboje się zaśmialiśmy.
I jakoś ten śmiech bolał, ale w dobrym tego słowa znaczeniu.
Wtedy wyraz twarzy Ethana znów stał się poważny.
„Jego ostatni rok był dobry, Claire.”
Spojrzałem na niego.
„Poszedł na pieszą wędrówkę. Wrócił do Marissy. Zabrał naszego tatę na mecz Nationals. Cokolwiek się później wydarzyło, te jedenaście miesięcy nie było niczym”.
Przez trzy lata powtarzałem sobie co innego.
„Przez jedenaście miesięcy” – powiedziałem w sklepie, jakby czas miał znaczenie tylko wtedy, gdy trwał wiecznie.
Spojrzałem na aksamitne etui.
“Dziękuję.”
Ethan skinął głową.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






