Zbiegliśmy z ganku, przecinając zalany rosą trawnik w stronę linii drzew, gdzie ciemna sylwetka pickupa stała bezszelestnie z zgaszonymi światłami. Za nami tylne drzwi otworzyły się z hukiem, a nocne powietrze przeszył wściekły krzyk Leonarda.
„Wsiadaj!” syknął siostrzeniec pani Alvarez, otwierając drzwi ciężarówki od strony pasażera.
Wślizgnęłam się do środka, ściskając mocno torbę z dokumentami i zdjęcie siostry przy piersi. Gdy ciężarówka szarpnęła do przodu, wkraczając w ciemność, spojrzałam przez tylną szybę.
Leonard stał na tylnym ganku w podkoszulku i spodniach, mrużąc oczy w światłach reflektorów, które w końcu zapalił jego siostrzeniec, gdy wjechaliśmy na asfaltową drogę. Przez trzydzieści osiem lat byłem duchem we własnym domu, stąpając na palcach wokół jego nastrojów, dostosowując oddech do jego snu.
Gdy ciężarówka zaczęła przyspieszać i odchodziła w przedświtową mgłę, opuściłem szybę, pozwoliłem chłodnemu, nocnemu powietrzu owiać mi twarz i wtedy uświadomiłem sobie coś wyzwalającego:
Nie musiałem już czekać do 2:13. Noc należała do mnie.
Co Twoim zdaniem zrobi Leonard, gdy zda sobie sprawę, że Gloria w końcu uciekła na dobre?






