Część dwunasta: Fundusz Otwartych Drzwi
Następnie przekazałam wystarczająco dużo pieniędzy, aby utworzyć mały fundusz awaryjny dla studentek zmagających się z ciążą, poważną chorobą lub problemami zdrowotnymi, zupełnie samotnych, tak jak kiedyś Cara. Nazwałam go Funduszem Otwartych Drzwi.
„Cara znienawidziłaby taką uwagę” – powiedziała Mara, gdy jej o tym opowiedziałam.
„Dobrze, że jej nazwiska na tym nie ma.”
Mara się uśmiechnęła. „Z pewnością by się z tym zgodziła”.
Pierwszy rok minął, choć nie stał się wcale łatwiejszy, choć rzeczywiście się zmienił. Przestałem co tydzień odwiedzać grób Cary. Zacząłem zamiast tego przeglądać wnioski o fundusz. Większość z nich pochodziła od studentów, którzy potrzebowali pieniędzy na czynsz, transport, leki albo jednej spokojnej nocy w hotelu z dala od kogoś, kto nie jest dla nich bezpieczny.
Jeden wniosek pochodził od studentki drugiego roku o imieniu Lena. Była w ciąży, przestraszona i rozważała całkowite porzucenie szkoły, ponieważ rodzina groziła jej całkowitym odcięciem od niej dostępu. Jej formularz nie zawierał żadnych dramatycznych sformułowań. Tylko liczby, daty wizyt i jedno proste zdanie pod informacjami dodatkowymi.
Nie wiem, komu mogę bezpiecznie powiedzieć.
Komisja bez wahania zatwierdziła jej prośbę.

Część trzynasta: Co ktoś powinien był jej powiedzieć
Rok po śmierci Cary wróciłem do szklarni, sam niosąc dokumenty. Mara zaproponowała, że pójdzie z nami, ale poszedłem sam. W niektórych momentach po prostu nie było potrzeby, żeby świadkowie stali obok.
Lena czekała na ławce obok pomidorów, obracając bransoletkę wokół nadgarstka w kółko. Spojrzała w górę, kiedy usiadłem obok niej.
„Czy mam kłopoty?”
“NIE.”
„Czy wypełniłem coś źle?”
“NIE.”
Jej ręce i tak się poruszały, nie mogąc usiedzieć w miejscu. Przypomniałem sobie, jak Cara, mając dwadzieścia lat, trzymała ściereczkę kuchenną i próbowała mnie zapytać o dzieci, nie zdradzając, dlaczego odpowiedź była dla niej w tamtej chwili tak ważna.
Podałem Lenie zatwierdzone dokumenty. Przeczytała je, a potem zakryła usta dłonią. Oczy jej się zaszkliły, ale nie płakała.
Nie dałem jej żadnej rady. W ogóle nie wspomniałem o Carze. Powiedziałem tylko cicho to, co ktoś powinien był jej powiedzieć lata temu, zanim to wszystko musiało się wydarzyć w tak trudny sposób.
„Nie musisz podejmować decyzji o wszystkim samodzielnie”.






