Noah znalazł mnie stojącą przy kuchennym oknie i patrzącą na podwórko, gdzie Claire zwykła huśtać maluchy na linowej huśtawce.
„Wszystko w porządku, tato?” zapytał.
„Dam radę, synu.”
Przez chwilę stał obok mnie w milczeniu, co jest jedną z rzeczy, które zawsze w nim najbardziej lubiłam.
Matilda nie jest Claire. Nigdy nią nie będzie. Ale nosi w sobie cząstkę siebie, tak jak bliźnięta.
Świat uznał Claire za zmarłą dziesięć lat temu. Wszyscy inni pogodzili się z tym. Ja też, w większości dni.
Ale w ciche noce, gdy w domu panuje ciemność, a wiatr wieje znad wody, wciąż łapię się na tym, że nasłuchuję drzwi wejściowych. Wciąż, nawet po tak długim czasie, spodziewam się usłyszeć jej głos w korytarzu.
Jakaś część mnie zawsze będzie chciała.







