REKLAMA

Poszedłem na firmową galę mojej żony spodziewając się suszonego kurczaka, uprzejmych uśmiechów i jednego dumnego wieczoru u boku kobiety, którą kochałem…

REKLAMA
Poszedłem na firmową galę mojej żony spodziewając się suszonego kurczaka, uprzejmych uśmiechów i jednego dumnego wieczoru u boku kobiety, którą kochałem…
REKLAMA

Rebecca Chen.

Melissa Chen.

Patricia Gomez.

Czwarta kobieta z innego wydziału, której przeniesienie w tamtym czasie nie miało sensu.

Wpisałem wszystkie imiona do bezpiecznej notatki.

„Dokąd idziesz?” zapytała Sarah.

„Do pracy.”

I dokładnie to zrobiłem.

Pierwszym przystankiem był taras dla palących. Marcus z oceny ryzyka, już rozluźniony po otwartym barze i chętny, by brzmieć na poinformowanego, był dokładnie takim człowiekiem, jakiego ludzie w moim zawodzie uwielbiają spotykać na eventach firmowych. Dziesięć minut niewinnej rozmowy o pracy i już powiedział mi więcej, niż powinien. Pinnacle korzystał z systemu HR w chmurze. Ich VPN był na tyle zawodny, że ludzie ciągle narzekali na ponowne uwierzytelnianie. Kadra kierownicza często pomijała dobre praktyki, bo nie znosiła niedogodności. Uśmiechnęłam się, skinęłam głową i pozwoliłam mu kontynuować.

Stamtąd przeszedłem przez salę balową i nauczyłem się wszystkiego, czego potrzebowałem.

Derek rzeczywiście był faworytem na stanowisko dyrektora finansowego.

Richard Castelliano kiedyś niemal stracił swoją poprzednią firmę z powodu skandalu etycznego i był znany ze swojej obsesyjności na punkcie reputacji publicznej.

Sygnały z sali balowej hotelu były wyświetlane za pośrednictwem centralnej kabiny sterowania sprzętem audiowizualnym.

A co najważniejsze, pracownicy Pinnacle sprawdzali firmową pocztę e-mail za pośrednictwem niezabezpieczonej hotelowej sieci Wi-Fi, jakby wygoda i nieostrożność stały się synonimami.

O 9:30 udałem się do centrum biznesowego hotelu.

Było pusto.

Trzy komputery. Jedna drukarka. Jedna kiepska sztuczna roślina. Przytłumione oświetlenie. Tani dywan udający coś z dykty.

Otworzyłem laptopa, uruchomiłem skaner sieciowy i zacząłem mapować środowisko Wi-Fi hotelu. Znalazłem wszystkie aktywne urządzenia w sieci, przefiltrowałem je według domen pracowników Pinnacle i zawęziłem pole wyszukiwania.

W budynku znajdowało się 37 urządzeń podłączonych do systemu Pinnacle.

Jeden z nich należał do Dereka Hoffmana.

Mężczyzna uzyskiwał dostęp do służbowej poczty e-mail przez hotelowe Wi-Fi bez odpowiednio zabezpieczonego routingu sesji. Co gorsza, gdy tylko ustawiłem się między jego urządzeniem a serwerem pocztowym, stosując atak typu man-in-the-middle, niemal natychmiast przechwyciłem jego token uwierzytelniający i podłączyłem się do jego aktywnej sesji.

To była jedna z najbardziej niedbałych sytuacji w zakresie bezpieczeństwa operacyjnego, jaką kiedykolwiek widziałem.

A Derek, pomimo całej swojej arogancji, nie miał pojęcia, że ​​jego własne nawyki go pogrzebią.

To, co znalazłem w jego e-mailu, było gorsze, niż się spodziewałem.

Nie chodziło tylko o oczywiste wiadomości. Niestosowne komentarze. Stopniowe przechodzenie od udawanego mentoringu do drapieżnych sugestii. Flirtowanie wykorzystywane jako broń nacisku. Tak, to się zdarzało i było ich wiele.

Jednak głębiej na koncie znajdował się folder oznaczony jako „Poufne informacje kadrowe”.

Ten folder zmienił noc.

W aktach znajdowały się 3 formalne skargi złożone przeciwko niemu w ciągu ostatnich 5 lat.

Rebeki.

Melissy.

Patricii.

Szczegółowe. Konkretne. Wiarygodne. Oznaczone czasem. Kierowane wewnętrznie. Każde z nich zarejestrowano numerami spraw, wewnętrznymi notatkami, a następnie po cichu zneutralizowano. Rebecca została przeniesiona pod pretekstem nowej możliwości. Melissę zachęcano do „eksploracji innych ról”. Patricia została pogrzebana w procesie tak administracyjnym, że odwet maskował się pod płaszczykiem restrukturyzacji.

I Derek wiedział.

Dotarł do każdej skargi, korzystając ze swoich uprawnień doradczych. Czytał, co kobiety o nim mówiły. Obserwował, jak system pogrzebał te kobiety i działał z całkowitą pewnością siebie, ponieważ sam proces stał się elementem jego ochrony.

Pobrałem wszystko.

Skargi.

Rejestry dostępu.

Kalendarz zaprasza na prywatne kolacje z podwładnymi.

Raporty wydatków.

Wiadomości tekstowe zsynchronizowane z jego pocztą elektroniczną.

Potem, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, odnalazłem wiadomość z tamtej właśnie nocy.

Przyparłam dziś wieczorem do muru tę seksowną nową analityczkę. Ona się opamięta. Zawsze tak robią, gdy w grę wchodzi ich kariera.

Raz mi się ręce zatrzęsły. Tylko raz.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA