„Niesamowita obsługa.”
Greg odpowiedział uprzejmie, ale wyglądał na zagubionego.
Obok Blake próbował żartować.
Straszna decyzja.
„Cóż” – powiedział zbyt głośno – „wydaje mi się, że Sarah zajmuje się czymś więcej niż tylko gotowaniem”.
Nikt się nie śmiał.
Ani jednej osoby.
Cisza trwała może dwie sekundy. Wydawało się, że 20.
Frank przypadkiem spojrzał w stronę Blake’a, tylko raz. To wystarczyło.
Blake nagle uznał swoje buty za fascynujące.
Później podszedł do mnie Duke. Wyglądał na naprawdę skrępowanego. Nie na udawane. Naprawdę skrępowanego, co uszanowałem.
„Saro.”
Cześć, Duke.
Przeniósł ciężar ciała.
„Jestem ci winien przeprosiny.”
Czekałem.
„Nie wiedziałem.”
Uśmiechnąłem się uprzejmie.
„Wiesz co?”
„Tak, wiesz.”
Patrzyłem jak się męczył.
„Taki typ pilota.”
Przechyliłem głowę.
„Istnieje więcej niż jeden rodzaj.”
Jego usta otwierały się, zamykały, otwierały się znowu. Nic z nich nie wyszło.
Na koniec zaśmiał się niezręcznie.
„Zasłużyłem na to.”
„Może trochę.”
Ku mojemu zdziwieniu, oboje się uśmiechnęliśmy.
Nie przyjaciele, ale ludzie.
Kilka minut później znalazłem Grega stojącego samotnie w korytarzu przed główną salą balową. Miał luźny krawat. Jego ramiona opadały. Za nami ledwo słyszalny był hałas tłumu.
Żadne z nas nie odezwało się od razu.
Wtedy Greg spojrzał na mnie.
Naprawdę na mnie patrzył.
Być może po raz pierwszy od lat.
„Bałem się”.
Czekałem.
„Czego?”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






