Rozmowa wokół nas trwała. Nikt inny tego nie zauważył, ale Frank wciąż się wpatrywał.
Kilka minut później pochylił się lekko do przodu.
“Przepraszam.”
Przy stole zapadła cisza. Jego głos nie był głośny. Nie musiał.
Spojrzał na mnie.
„Kapitan Mitchell.”
Każdy dźwięk w pokoju zdawał się zanikać. Przez sekundę słyszałem tylko szum klimatyzacji. Moje serce zabiło mocniej.
Nikt mnie tak nie nazywał od lat. Ani doktor, ani pani, ani pani Mitchell.
Kapitan.
Spojrzałem na Grega. Wyglądał na zdezorientowanego. Blake wyglądał na zdezorientowanego. Wszyscy wyglądali na zdezorientowanych.
Oprócz Franka.
Udało mi się wywołać lekki uśmiech.
„Już nie.”
Frank przyglądał mi się jeszcze przez sekundę, po czym powoli skinął głową.
„Tak myślałem.”
I to było wszystko.
Nie wyjaśnił. Nie opowiadał bajek. Nie wprawił mnie w zakłopotanie. Po prostu wrócił do swojego drinka.
Rozmowa w końcu poszła dalej, ale przez resztę wieczoru czułem na sobie ukradkowe spojrzenia ludzi.
Kiedy w końcu z Gregiem szykowaliśmy się do wyjścia, czułem się wyczerpany. Nie fizycznie. Emocjonalnie.
Na zewnątrz wrześniowe powietrze było wciąż ciepłe. Parkingowi przejeżdżali samochodami przez podjazd. Goście stali w pobliżu wejścia.
Greg szedł przed siebie w kierunku naszego SUV-a. Byłem w połowie drogi, kiedy ktoś zawołał moje imię.
„Saro.”
Odwróciłem się.
Frank Dawson stał kilka stóp dalej. Lampy zewnętrzne rzucały długie cienie na podjazd. Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało.
Potem wręczył mi wizytówkę.
„Byłbym wdzięczny za telefon.”
Spojrzałem w dół.
Prosta wizytówka. Imię, numer, nic więcej.
„Generał Frank”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






