„Pamiętasz naszą rocznicę?”
Spojrzał w dół. „Pracowałem”.
„Siedziałam sama przez ponad godzinę.”
„Czułem się niewidzialny, Theo.”
„Przeprosiłem.”
„Napisałeś mi jedno słowo.”
Wciąż widziałem nietknięte nakrycie stołu i słyszałem siebie mówiącego do kelnera: „Już idzie”.
Nigdy tego nie zrobił.
Tej nocy siedziałem w samochodzie i szukałem prawników zajmujących się rozwodami.
„Przeprosiłem.”
Theo nie był okrutny. To byłoby prawie łatwiejsze.
Po prostu przestał się ze mną spotykać.
Tydzień wcześniej powiedziałem mu: „Tęsknię za tobą”.
Ledwo oderwał wzrok od telefonu.
„Jestem tutaj.”
Potem przestałem próbować.
“Tęsknię za tobą.”
A potem nadszedł rak i nie było już miejsca na udawanie.
„Zachorowałeś i zaczęliśmy znowu rozmawiać.”
„O leczeniu.”
„O wszystkim, Theo. Znów się śmialiśmy.”
„Bo wszystko było okropne.”
Potem pojawił się rak.
„Wyciągnąłeś do mnie rękę.”
„Ponieważ cię potrzebowałam.”
Podszedłem bliżej.
„Zamieniasz każdą dobrą rzecz, którą odkryliśmy, w objaw”.
Jego oczy zaszły łzami.
„Opuszczałeś mnie.”
„Wyciągnąłeś do mnie rękę.”
„Tak. Ale potem prawie cię straciłem.”
„I to sprawiło, że poczułeś się winny.”
“NIE.”
„Skąd mam wiedzieć?”
Otworzyłem usta.
Nic nie wyszło.
„Skąd mam wiedzieć?”
Więc odszedłem.
Moja matka, Lydia, otworzyła drzwi w kapciach i starym zielonym kardiganie.
Ona po prostu otworzyła je szerzej, gdy zobaczyła moje czerwone oczy.
„Herbaty?” zapytała.
Skinąłem głową.
Pięć minut później siedziałem przy jej kuchennym stole, trzymając obiema rękami kubek.
“Herbata?”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






