Były duże, wiszące na ścianie, z wahadłem. Piotr Iwanowicz zdjął je po pogrzebie. Według niego mechanizm zepsuł się tego samego dnia.
Mistrz długo przyglądał się zegarkowi.
— Mechanizm jest nienaruszony. Sprężyna się tylko zacięła.
– Czy da się to naprawić? – zapytał Piotr Iwanowicz.
– Oczywiście. Tydzień pracy.
Piotr Iwanowicz położył zegarek na ladzie i niespodziewanie mocno ścisnął moją dłoń.
– Myślałem, że już nie pójdą.
„Czasami coś się zatrzymuje nie dlatego, że jego życie się skończyło” – powiedziałem. „Ale dlatego, że nikt mu nie pomoże”.
Spojrzał na mnie.
— Czy teraz mówisz o zegarku?
– Z pewnością.
Tydzień później zegar został odebrany. Mechanik wymienił go, nakręcił mechanizm i wahadło zaczęło się poruszać.
Tykanie.
Tykanie.
Piotr Iwanowicz stał naprzeciwko i nie oddychał.
„Idą” – wyszeptał.
– Tak.
– Nina zawsze zaczynała je w niedzielę.
– Więc teraz ty zaczniesz.
Skinął głową, ale jego oczy napełniły się łzami.
Tego wieczoru Olena przyszła do nas z córką. Wnuczka Piotra Iwanowicza miała na imię Sofia i miała dziewięć lat. Początkowo była nieśmiała, siedząc na krawędzi krzesła, ale potem zobaczyła zdjęcia.
– Dziadku, to ty?
– I.
– Dlaczego jesteś taki chudy?
— Ponieważ byłem młody i dużo biegałem.
— A gdzie jest babcia?
Piotr Iwanowicz zamilkł.
Chciałem zmienić temat, ale on sam sobie odpowiedział:
– Jej już tu nie ma.
— Czy ona nie żyje?
– Tak.
– Tęsknisz za nią?
Spojrzał na wnuczkę i powiedział szczerze:
– Bardzo.
Sophia pomyślała i wzięła go za rękę.
– Wtedy możemy o niej porozmawiać. Żeby nie została zapomniana.
Olena zwróciła się w stronę okna.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






