***
Kilka dni później Marissa odwiozła mnie do domu, gdy dr Halim uznał, że może mi zaufać i pozwolić, żebym została sama.
Stałem na swoim korytarzu i wpatrywałem się w rzeczy, o których istnieniu już dawno zapomniałem.
Otworzyłem oczy.
„Zasłony są niebieskie” – wyszeptałam. „Myślałam, że są zielone. Brian zawsze mówił, że są zielone”.
„Były niebieskie przez cały czas” – powiedziała ostrożnie Marissa.
Chodziłam z pokoju do pokoju jak obca osoba poznająca własne życie.
Zdjęcia na kominku. Odprysk na stoliku kawowym.
Moja twarz w lustrze w łazience, starsza niż ją pamiętałem, ale wciąż moja.
„Myślałem, że są zielone.”
„Nie chcę mu jeszcze mówić” – powiedziałam. „Chcę, żeby wszedł i zobaczył, że go widzę”.
Mój przyjaciel się uśmiechnął, ale był to ostrożny uśmiech.
“Cokolwiek zechcesz, Gina.”
Wyszła tego popołudnia, obiecując, że zajrzy do mnie.
W ciszy domu nagle przypomniałem sobie o pudełkach z lampkami choinkowymi, które Brian trzymał w garażu.
“Cokolwiek zechcesz, Gina.”
Brian wspominał o nich setki razy przez te wszystkie lata. Pudełka z nimi w garażu, poskładane od grudnia zeszłego roku, czekały. Chciałem, żeby rozwieszono je po całym salonie. Nie widziałem, żeby świeciły od lat.
Podszedłem do drzwi z tyłu kuchni, tych, których nie otwierałem już od dawna.
Dłoń trafiła na gałkę. Chłodny metal, lekko luźny, dokładnie taki, jaki sobie wyobrażałem przez te wszystkie lata, nawet go nie dotykając.
Od lat nie widziałem, żeby świeciły.
Przekręciłem gałkę.
Drzwi garażu zaskrzypiały i otworzyły się, a ja wszedłem do środka, spodziewając się zapachu oleju silnikowego i kurzu.
Zamiast tego poczułem zapach lawendy.
Moja ręka sama odnalazła włącznik światła, pamięć mięśniowa sprzed dekady. Żarówki zapaliły się, a świat, który wyobrażałem sobie przez ponad dekadę, po prostu się rozpłynął.
Zamarłem.
Nie było żadnych narzędzi ani maszyn. Nie było pojemników do przechowywania. Nie było też części samochodowych.
Przekręciłem gałkę.
Zamiast tego, na całej powierzchni rozciągał się niewielki salon z miękką, szarą kanapą, stolikiem kawowym i wciśniętym w kąt pościelonym łóżkiem. Na wieszaku przy bocznych drzwiach wisiał damski płaszcz. Na półkach stały oprawione zdjęcia.
Podszedłem bliżej, czując jak nogi mi się trzęsą.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






