REKLAMA

Przez prawie 3 godziny w autobusie, podczas gdy siedziałem obok syna w drodze do poważnie chorego teścia, obcy człowiek głaskał mnie po udzie. Byłem wściekły i zdezorientowany – aż do momentu, gdy tuż przed wyjściem wsunął mi chusteczkę do ręki i wyszeptał: „Udawaj, że kręci ci się w głowie… i cokolwiek zrobisz, niczego nie podpisuj”.

REKLAMA
Przez prawie 3 godziny w autobusie, podczas gdy siedziałem obok syna w drodze do poważnie chorego teścia, obcy człowiek głaskał mnie po udzie. Byłem wściekły i zdezorientowany – aż do momentu, gdy tuż przed wyjściem wsunął mi chusteczkę do ręki i wyszeptał: „Udawaj, że kręci ci się w głowie… i cokolwiek zrobisz, niczego nie podpisuj”.
REKLAMA

Leo wspiął się na moje plecy.

„Nie puszczaj.”

Przeskoczyłem przez parapet i zacząłem zjeżdżać w dół.

Tkanina paliła mnie w dłonie.

Kilka sekund później moje stopy dotknęły dachu szopy.

Zeszliśmy na mokrą trawę.

Wtedy ktoś krzyknął z podjazdu.

„Tam!”

Światła latarek przemknęły przez ogród.

„Uciekaj, Leo!”

Pobiegliśmy do lasu.

Gałęzie drapały mnie po twarzy.

Błoto ciągnęło mnie za buty.

Za nami mężczyźni krzyczeli do siebie.

Ciężkie kroki stawały się coraz bliższe.

Złapałem Leo za rękę i pobiegłem dalej.

Nagle zza drzewa wyłoniła się ręka i złapała mnie za ramię.

Krzyknęłam i zamachnęłam się torbą.

„Eleno! Stój!”

Włączono latarkę.

Wskazuje na ziemię.

Mężczyzna z autobusu stał przed nami.

„Marcus?”

Skinął głową.

„Brat Juliana wysłał czterech ludzi do tego lasu.”

Wyciągnął kartę magnetyczną z kurtki.

„Mamy mniej niż dwie minuty, zanim otoczą ten grzbiet. Chodźcie za mną.”

Marcus zaprowadził nas do wąwozu ukrytego pod starą linią kolejową.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA