– NIE.
„Ale musiał wiedzieć, kim naprawdę jest”.
Spojrzałem na dziecko.
Dziecko uśmiechnęło się do mnie.
Na jej nadgarstku znajdowała się mała bransoletka z nici.
DOKŁADNIE TAKI, KTÓRY MOJA CÓRKA ZAWSZE ROBIŁA DLA TYCH, KTÓRYCH KOCHAŁA.
„Dał też to?” – zapytałem.
Julia uśmiechnęła się przez łzy.
“Ostatniego dnia.”
Światło słoneczne powoli wlewało się do pokoju.
Ból nie ustąpił.
A może nigdy nie będzie.
Ale po raz pierwszy od trzech lat nie pamiętałem tylko jego śmierci.
ALE O TYM JAK ŻYŁ.
A dobroć, którą po sobie pozostawił, nadal ma moc odmienienia czyjegoś życia.
Mój też.






