Rozpaczliwe krzyki mojej matki rozbrzmiewały z plastikowego głośnika na podłodze, ale nie mogłam ich usłyszeć z powodu szumu krwi w uszach.
Ernest spojrzał na mnie, a łzy w końcu popłynęły po kącikach jego zniszczonych powiek.
„Nie odziedziczyłaś miłości do malarstwa znikąd, Lauro” – mruknął, wskazując drżącym palcem na akwarelowy portret Marianne. „I nie odziedziczyłaś też tej maleńkiej blizny nad lewą brwią po rodzinie ze strony matki”.
Podniosłam drżącą rękę, a koniuszki palców dotknęły dokładnie tego miejsca na moim czole.
Wszystko się zmieniło.
Zimny dystans w moim małżeństwie, cichy dom, nieustanny pośpiech, miażdżący ciężar życia, w którym nigdy nie czułam się do końca częścią swojego miejsca – wszystko to nagle stanęło mi przed oczami. Nie byłam zagubiona, bo byłam złamana.
Byłem zagubiony, bo połowa mojej historii została mi skradziona, zanim moje życie tak naprawdę się zaczęło.
CZĘŚĆ 4
Deszcz na zewnątrz zamienił się w ulewę, przez którą światła latarni ulicznych zamieniły się w krwawe kałuże żółci i szarości.
Siedzieliśmy na dole w ciemnym, ciepłym gabinecie, otoczeni wysokimi ścianami oprawionych w skórę książek i bogatym, kojącym zapachem tytoniu fajkowego i starego pergaminu. Ernest nalał dwie filiżanki herbaty, choć żadne z nas ich nie tknęło.
Kawałki zniszczonego życia powoli układały się w całość na mahoniowym stole.
„Kiedy Marianne zniknęła” – zaczął Ernest, jego głos był niski i spokojny niczym rzeka przecinająca kamień – „policja powiedziała mi, że uciekła z chłopakiem z trudnej rodziny. Pokazali mi sfałszowaną notatkę pozostawioną na jej komodzie. Ale znałem swoją córkę. Panicznie bała się burz, nienawidziła zostawiać niedokończonych prac i nigdy – nawet za milion lat – nie odeszłaby bez pożegnania”.
Spojrzał na srebrną bransoletkę, na której wygrawerowano inicjały ML — Marianne Lane Walker.
„Szukałem jej dwadzieścia lat” – kontynuował, a gorycz zaciskała mu szczękę. „Wynajmowałem prywatnych detektywów, przeszukiwałem sierocińce, przeszukiwałem rejestry adopcyjne w trzech różnych krajach. Kiedy w końcu się poddałem, moje zdrowie szwankowało, a dom stał się zbyt duży dla łowcy duchów”.
„A moja matka?” – zapytałam ledwie szeptem. „Klara?”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






