Nie wszyscy rodzice podzielali jego podejście.
Była jedna grupa, która traktowała każdy mecz jak profesjonalne mistrzostwa.
Stali razem w środku pola i krytykowali wszystko.
Greg, którego syn Mason był jednym z najlepszych graczy, zawsze miał coś do powiedzenia na temat sędziego.
Jego żona, Tanya, zapisywała statystyki w małym notesiku, mimo że liga nie prowadziła oficjalnych statystyk dla 10-latków.
Potem była Renee, matka chłopca o imieniu Tyler.
Od stóp do głów była ubrana w barwy swojej drużyny i opowiadała o „naszym sezonie” tak, jakby osobiście grała w nim każdą minutę.
Nigdy nie podobało im się, że Leo miał czas na grę w terenie.
Słyszałem już wcześniej takie komentarze.
Nigdy nie wypowiadali imienia Leo bezpośrednio, przynajmniej nie wtedy, gdy byłem wystarczająco blisko, by im to wytknąć.
Woleli mówić głośno i pozwalać, aby słowa same do mnie docierały.
Tego ranka Leo był zdenerwowany.
Spojrzał na pozostałych graczy.
Trener powiedział, że dziś mogę grać w obronie.
“Grałeś już wcześniej w obronie.”
“Nie aż tak.”
Przykucnęłam przed nim i poprawiłam kołnierzyk jego koszulki.
„Posłuchaj mnie. Nie musisz być idealny. Skup się, pracuj ciężko i działaj.”
Uśmiechnął się do mnie lekko.
„A co jeśli popełnię błąd?”
“Prawdopodobnie tak.”
Jego oczy się rozszerzyły.
Zaśmiałem się. „Każdy popełnia błędy. Tak działa sport”.
Spojrzał na mnie jeszcze przez sekundę, a potem uśmiechnął się naprawdę.
“Dziękuję, mamo.”
Przed rozpoczęciem meczu pobiegł w stronę boiska, odwrócił się i pomachał mi.
Odmachałem mu obiema rękami.
Od początku mecz był wyrównany.
Druga drużyna zdobyła pierwsze punkty.
Mason wyrównał wynik jeszcze przed przerwą.
W drugiej połowie Tyler zdobył bramkę po dobrym podaniu innego zawodnika.
Przez pewien czas Red Hawks prowadzili dwa do jednego.
Leo grał lepiej niż zwykle.
Zablokował jedno podanie, wybił drugie i udało mu się nawet odebrać piłkę szybszemu zawodnikowi.
Za każdym razem, gdy zrobił coś dobrze, klaskałem.
Trener Leonardo również.
Kilku rodziców nie powiedziało nic.
Druga drużyna wyrównała wynik na około 10 minut przed końcem.
W pozostałym czasie piłka potoczyła się w kierunku Leo w pobliżu pola karnego.
To powinno być łatwe oczyszczenie.
Rozumiałem, co miał na myśli.
Postawił jedną nogę, drugą cofnął i spróbował kopnąć piłkę w kierunku linii bocznej.
Ale jego stopa zaczepiła się o trawę.
Chybił.
Piłka potoczyła się obok niego i trafiła do zawodnika przeciwnej drużyny, który oddał strzał, zanim nasz bramkarz zdążył zareagować.
Piłka trafiła do siatki.
Gwizdek zabrzmiał niemal natychmiast po wznowieniu gry.
Gra się skończyła.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






