Obawa.
„To właśnie musimy zrozumieć”.
Zaśmiałem się raz, ale nie było w tym humoru. Dźwięk bolał mnie w gardle.
„Sophie.”
Oczy Eleny zamrugały.
„Wiesz o niej?”
„Wiem, że była w tym pokoju. Wiem, że kłamała. Wiem, że Cameron jej uwierzył”.
Elena lekko się odchyliła. „O czym skłamała?”
Powiedziałem jej.
Nie dramatycznie. Nie ze łzami w oczach. Po prostu opisałem, jak Sophie pochyla się, wbija paznokcie w miękką wewnętrzną stronę mojego ramienia, jak tacka z lekami brzęczy, a jej twarz natychmiast zmienia się w zranioną niewinność.
Elena słuchała nie przerywając.
Kiedy skończyłem, wstała i podeszła do mojego łóżka. Delikatnie uniosła moje ramię.
Tam, częściowo ukryte pod taśmą i siniakami od kroplówek, znajdowały się cztery ślady w kształcie półksiężyca.
Elena zacisnęła szczękę.
„Chcę, żeby zrobiono zdjęcia do protokołu.”
„Powie, że to wydarzyło się podczas porodu”.
„Ona potrafi powiedzieć wiele rzeczy”. Elena ostrożnie puściła moje ramię. „Znami wciąż można znaleźć wzory”.
Drzwi otworzyły się zanim zdążyłem odpowiedzieć.
Do pokoju weszła pielęgniarka, wyglądająca na zaniepokojoną.
„Doktorze Reyes? Doktor Bennett nalega…”
„Nie” – powiedziała Elena.
„Mówi, że jest jej mężem.”
Głos Eleny się nie zmienił. „A ja jestem jej lekarzem. Nie chce odwiedzin”.
Pielęgniarka skinęła głową i zniknęła.
Chwilę później zza drzwi dobiegł głos Camerona.
„Amelia!”
Zamarłem.
„Eleno, otwórz drzwi. Muszę porozmawiać z żoną”.
Przy ostatnim słowie jego głos lekko się załamał.
Żona.
To słowo kiedyś oznaczało jedzenie na wynos późną nocą z tekturowych pojemników, z głową na moich kolanach, podczas gdy zasypiał nad pracami naukowymi. Oznaczało taniec boso w naszej kuchni podczas burzy. Oznaczało szeptane obietnice o drugiej w nocy, kiedy oboje byliśmy zbyt zmęczeni, by udawać, że medycyna nie zabrała nam więcej, niż dała.
Teraz brzmiało to jak identyfikator, którego próbował użyć, aby uzyskać dostęp.
Elena ruszyła w stronę drzwi.
Zatrzymałem ją.
“Czekać.”
Odwróciła się.
Przełknęłam ślinę, żeby pokonać ból w gardle. „Wpuść go”.
Jej wyraz twarzy się wyostrzył. „Amelia…”
„Nie sam. Zostań.”
Przyglądała mi się przez dłuższą chwilę, po czym skinęła głową.
Gdy drzwi się otworzyły, Cameron wyglądał, jakby noc rozcięła go na kawałki.
Jego czepek chirurgiczny zniknął. Włosy sterczały mu nierównymi pasmami, które przeczesywał dłońmi. Jego biały fartuch był pognieciony. Przy mankiecie widniała cienka smuga czegoś ciemnego, prawdopodobnie jodyny, a może czegoś innego. Oczy miał przekrwione.
Za nim, przy stanowisku pielęgniarskim, stało dwóch funkcjonariuszy ochrony.
Cameron wszedł do pokoju i zatrzymał się, gdy zobaczył, że nie śpię.
Jego twarz się zmarszczyła.
„Amelia.”
Wypowiedział moje imię, jakby to była modlitwa.
Nic nie poczułem.
Nie, to nie była prawda.
Poczułam za dużo, ale nic z tego nie wyszło w jego kierunku.
„Masz pięć minut” – powiedziała Elena.
Cameron spojrzał na nią ostro. „To sprawa między mną a moją żoną”.
„Nie” – powiedziałem.
Jego wzrok powędrował w moje oczy.
Mój głos był chrapliwy, ale pewny.
„Stało się coś innego, kiedy wyłączyłeś mi znieczulenie zewnątrzoponowe, zignorowałeś zalecenia lekarza, zastosowałeś wobec mnie przymus i wpisałeś fałszywą notatkę do mojej dokumentacji.”
Cała twarz mu odpłynęła.
Spojrzał na Elenę, a potem z powrotem na mnie. „Nie rozumiesz”.
„Rozumiem wykresy.”
„Amelia, bałam się.”
To niemal mnie rozwaliło.
Nie dlatego, że to wystarczyło.
Bo kiedyś bym tego chciał.
„Czego się bałaś?” – zapytałam. „Żeby dziecko było za duże? Że spadło mi ciśnienie? Że pielęgniarka cię ostrzegła? A może bałaś się, że Sophie pomyśli, że jej nie chroniłaś?”
Otworzył usta.
Nie było odpowiedzi.
Przyglądałem się, jak szuka odpowiednich słów, tak jak obserwowałem krewnych na oddziale ratunkowym szukających wymówek po wypadkach, które nigdy nie powinny się wydarzyć.
W końcu powiedział: „Powiedziała mi, że od tygodni byłeś wobec niej wrogo nastawiony”.
Mrugnęłam.
„To od tego chcesz zacząć
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






