Caleb odpowiedział: „Ona łatwo płacze”.
Podniosłam zasłonę z twarzy.
„Nie” – szepnęłam do kobiety w lustrze. „Nie tym razem”.
Potem wyszedłem uśmiechnięty.
Część 2
Twarz Caleba rozjaśniła się, gdy mnie zobaczył, jakby nie podpisał właśnie na mnie wyroku śmierci pomiędzy wieszakami satyny.
„Oto moja panna młoda” – powiedział, rozkładając ramiona. „Wyglądasz idealnie”.
Wzrok Vivienne przesunął się po mnie, jakby wyceniała nieruchomość. „Dopuszczalne. Dekolt mógłby ukryć więcej obojczyka. Nie chcesz wyglądać na zdesperowaną”.
Pozwoliłem jej pocałować powietrze obok mojego policzka.
Pani Alden unikała mojego wzroku. Jej ręka drżała przy książeczce kwitów.
„Podoba ci się?” zapytał Caleb.
„Tak”, powiedziałem.
Jego uśmiech stał się ostrzejszy. „Dobrze. Jutro znowu to powiesz”.
Ślub miał się odbyć za dwadzieścia cztery godziny. Dwustu gości. Szklana kaplica. Przyjęcie w rodzinnej posiadłości. Caleb wybrał tę datę, ponieważ klauzula małżeńska w moim funduszu powierniczym po certyfikacji przenosiła uprawnienia do zarządzania majątkiem małżonka. Myślał, że przeczytał już każdą stronę.
Nie przeczytał prywatnej poprawki, którą mój ojciec złożył po śmierci mojej matki.
Małżeństwo nie dawało współmałżonkowi kontroli.
Próba przymusu, oszustwa lub spisku medycznego przeciwko mnie spowodowała natychmiastowe unieważnienie wszelkich roszczeń oraz skierowanie sprawy do rady prawnej fundacji.
Mój ojciec był paranoicznym geniuszem.
Boże, jak mi go brakowało.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






