Część 3
Urzędnik zapytał, czy ktoś ma sprzeciw.
Nikt się nie ruszył.
Caleb ścisnął moje dłonie zaborczym i niecierpliwym uściskiem. Za jego plecami uśmiech Vivienne błyszczał niczym potłuczone szkło.
Urzędnik zwrócił się do mnie. „Czy ty, Elise Arden, przyjmujesz Caleba Whitmore’a…”
„Najpierw muszę coś powiedzieć” – powiedziałem.
Przez kaplicę przeszła fala.
Oczy Caleba zabłysły. „Elise.”
Cofnęłam ręce. „Zawsze mówiłeś, że jestem zbyt emocjonalna. Zbyt krucha. Zbyt łatwa do opanowania”.
Zacisnął szczękę. „To nie jest odpowiedni moment”.
„To jest właśnie ten czas.”
Vivienne podniosła się z krzesła. „Niech ktoś ją powstrzyma. Ma atak”.
Dokładnie na zawołanie.
Mara wstała z pierwszego rzędu. „Pani Whitmore, radzę pani usiąść”.
Caleb wpatrywał się w nią. „Kim ty, do cholery, jesteś?”
„Mój prawnik” – powiedziałem.
Drzwi kaplicy się otworzyły. Weszło dwóch umundurowanych funkcjonariuszy z Adrianem Vale’em, który nie miał już na sobie fałszywych lekarskich okularów.
Caleb zbladł.
Zwróciłam się do gości. „Wczoraj, kiedy przymierzałam welon, mój narzeczony rozważał skierowanie mnie do szpitala psychiatrycznego po uzyskaniu dostępu do mojego zaufania”.
Przez pokój przetoczył się westchnienie.
„Kłamstwa” – warknęła Vivienne.
„Zagraj” – powiedziałem.
Głośniki trzeszczały.
Nagrany głos Caleba wypełnił kaplicę, spokojny i okrutny.
„Kiedy akt ślubu zostanie podpisany, fundusz powierniczy będzie mój. Potem zamkniemy ją na oddziale psychiatrycznym”.
Ktoś upuścił szklankę.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






