„Ilja” – powiedziałem cicho. „Co to znaczy?”
Syn nie podniósł wzroku. Jego palce bawiły się krawędzią obrusu.
„Mamo… Chciałam ci dziś powiedzieć. Maria Giennadiewna i ja wszystko przemyślałyśmy. To dla nas. Dla naszej rodziny.”
Mój mąż podszedł do stołu i wziął z teczki wierzchnią kartkę papieru. Zobaczyłam, jak drgnęło mu jabłko Adama.
Papier był podpisany „A. N. Gromow”. Jego podpis. Idealny, aż po najdrobniejszy zawijas.
„Synu” – wyszeptał. „Skąd się to wzięło?”
Iliusza w końcu podniósł głowę, a w jego oczach zobaczyłem strach, jakiego nie widziałem od dzieciństwa.
„Ja nie… Tato, właśnie zeskanowałem twoją próbkę. Ona zrobiła resztę.”
Alina powoli odłożyła filiżankę na stół. W pokoju zapadła cisza.
„Wiesz” – powiedziała niemal czule – „masz wybór. Ale dobrze się zastanów, zanim zadzwonisz na policję. W końcu imię twojego syna będzie na samej górze raportu”.





