Mój głos był chrapliwy.
Cześć, mamusiu.
„Mam na imię Lena” – powiedziałem. „Możesz mówić mi Lena”.
Wyglądała na zdezorientowaną.
“Dobra.”
Wyciągnąłem rękę.
„Chodźmy.”
Włożyła swoją małą, ciepłą dłoń w moją.
Pasowało idealnie.
Wyszedłem ze szkoły trzymając za rękę nieznajomego, który miał moją twarz.
Wsiedliśmy do samochodu. Posadziłem ją na tylnym siedzeniu. Nie miałem fotelika. Nawet o tym nie pomyślałem.
Po prostu jechałem.
Droga do domu przebiegła w ciszy. Słychać było tylko pisk wycieraczek.
Obserwowałem ją w lusterku wstecznym.
Ona po prostu patrzyła przez okno.
„Jesteś głodny?” zapytałem.
Cisza była zbyt przytłaczająca.
„Tak” – wyszeptała.
„Co lubisz jeść?”
“Makaron.”
Zatrzymałem się przy sklepie spożywczym. Wbiegłem do środka. Kupiłem niebieskie pudełko makaronu z serem. Kupiłem mleko. Kupiłem sok jabłkowy i pudełko ciastek.
Kasjer uśmiechnął się do nas.
„Jest piękna” – powiedziała kasjerka. „Wygląda zupełnie jak ty. Mini wersja mnie”.
Tylko skinąłem głową.
Nie mogłem mówić.
Zapłaciłem. Wyszedłem.
Pojechałem do mojego czystego, cichego, dorosłego mieszkania.
Ten ze szklanymi stołami i białymi ścianami. Ten z moimi planami i szkicami węglem.
Moje życie.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






