Brwi Dereka lekko się zmarszczyły. „Co to znaczy?”
„Nic.” Patricia wstała i podeszła bliżej, dotykając ramienia sukienki dwoma palcami. „Czy jest w zestawie z żakietem?”
Lily przestała wirować w połowie obrotu.
„Kurtkę?” powtórzyłem.
„Może trochę bolerka. Coś lekkiego.”
„Po co jej to?” – zapytał Derek.
„W kościołach może być chłodno”.
„W czerwcu?”
Patricia spojrzała na syna niecierpliwie. „Wiem, kiedy jest twój ślub”.
„Nie będzie mi zimno” – powiedziała Lily spokojnie i pewnie.
Patricia spojrzała na nią z góry i przez sekundę jej wzrok spoczął prosto na bladych plamach na ramieniu Lily. Potem uśmiechnęła się szybko i łagodnie. „Oczywiście, kochanie”.
Widziałem to. Derek też to widział.
„Więc po co ta kurtka?” zapytał ponownie, tym razem bardziej dosadnie.
Patricia wzięła torebkę i wygładziła uchwyty z niepotrzebną ostrożnością. „To była tylko sugestia”.
„Po co?” zapytałem.
Zatrzymała się w drzwiach, wychodząc. „Zdjęcia, Claire. Zawsze warto mieć wybór, kiedy chcesz, żeby wszystko wyglądało jak najlepiej”.
Potem odeszła.
Stojąc tam w swoim salonie, powiedziałem sobie, że nie wolno mi zamieniać jednego dziwnego komentarza w rodzinną wojnę.
To był mój błąd.
Dres
W dniu naszego ślubu Lily niemal wskoczyła do kościoła obok mnie i szczerze ulżyło mi, że dziwna uwaga Patricii o marynarce zdawała się dawno zapomniana. Lily podskakiwała w swojej różowej sukience, ściskając kosz z płatkami niczym cenny ładunek.
„A co jeśli porzucę je wszystkie naraz?” – zapytała.
„Następnie przejdź bardzo powoli obok sterty.”
Zachichotała. „Nikt nie zauważy?”
„Wszyscy to zauważą”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






