Żadnych pytań.
Nie rozglądaj się.
Żadnych wyjaśnień.
Po prostu ją trzymałem.
„Mam cię.”
Przycisnęła twarz do mojego ramienia.
„Mam cię, kochanie.”
Tylko te słowa miały znaczenie.
W końcu zmusiłem się do myślenia o odejściu.
Nie wiedziałem, gdzie jest Sarah.
Nie wiedziałem, gdzie jest Jason.
W domu za nami panowała cisza.
Nie wiedziałem, jak długo Emily przebywała w tym wybiegu.
Nie wiedziałem dlaczego.
Ale jedno wiedziałem na pewno.
Nie zamierzała tam zostać ani chwili dłużej.
„Wychodzimy.”
Emily skinęła głową.
Odwróciłem się w stronę płotu.
Wtedy się zmieniła.
Jej ramiona zacisnęły się wokół mojej szyi.
Całe jej ciało zesztywniało.
Na początku pomyślałem, że usłyszała coś za nami.
Odwróciłem głowę w stronę domu.
Nic.
Wtedy zdałem sobie sprawę, że patrzyła w innym kierunku.
Basen.
Ta sama mętna, zielona woda, o której wspominała pani Harris.
Powierzchnia miejscami była pokryta liśćmi i dziwną powłoką.
Niewiele mogłem zobaczyć pod spodem.
Potem moje oczy się przyzwyczaiły.
Ciemne kształty.
Kilka z nich.
Duży.
Poczułem ucisk w żołądku.
Natychmiast przypomniały mi się słowa pani Harris.
Czarne worki na śmieci.
Jason wyniósł je na podwórko.
Wrzucając je do basenu.
Emily zaczęła drżeć w moich ramionach.
„Tato, proszę nie patrz na basen.”
Jej głos był niewiele głośniejszy od szeptu.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






