Założyłem okulary przeciwsłoneczne i poszedłem dalej.
W środku Emily siedziała przy recepcji.
Kiedy mnie zobaczyła, cała jej twarz się zmieniła. Nie do końca w uśmiech. Coś silniejszego. Ulga zmieszana z dumą.
Wpuściła mnie bez pytania o dowód tożsamości.
„Proszę ich poszukać, pani Miller” – wyszeptała.
„Dziękuję, Emily.”
Jazda windą na czternaste piętro przebiegła w ciszy.
Obserwowałem, jak liczby zmieniają się jedna po drugiej.
Sześć.
Siedem.
Osiem.
Moje odbicie spojrzało zza drzwi windy.
Brak odznaki.
Brak statusu pracownika.
Brak karty dostępu.
Tylko folder.
Drzwi się otworzyły.
Na piętrze biurowym unosił się zapach zjełczałej kawy, drogich dywanów i strachu.
Marcus stał przed salą konferencyjną.
Wyglądał starzej niż trzy dni wcześniej. Jego krawat był lekko luźny. Oczy miał zmęczone. Jego srebrne włosy, zazwyczaj idealne, straciły blask w okolicach skroni.
„Sienno” – powiedział, wyciągając rękę. „Dziękuję, że przyszłaś”.
Spojrzałem na jego dłoń.
A potem w twarz.
Nie potrząsnąłem nim.
„Idziemy?” – zapytałem.
Opuścił rękę.
“Oczywiście.”
Sala konferencyjna była pełna.
Sterling siedział blisko środka, a obok niego dwóch zewnętrznych prawników. Dyrektor finansowy siedział z wydrukowanym arkuszem kalkulacyjnym przed sobą, co uświadomiło mi, że liczby stały się na tyle przerażające, że wymagają papieru. Linda z działu kadr siedziała na samym końcu, cicha i blada. Dwóch członków zarządu stało przy oknach.
Krzesło Jordana było puste.
Nie usunięto.
Pusty.
To był wybór, świadomy czy nie.
Podszedłem do szczytu stołu i usiadłem.
Nikt mi nie powiedział, że to miejsce Marcusa.
Nikt mnie nie kazał się przeprowadzać.
Położyłem teczkę na stole.
Dźwięk był cichy, ale niósł się po pomieszczeniu.
„Uprośćmy to” – powiedziałem. „Masz produkt, którego nie możesz sprzedać. Ja mam patent, którego nie muszę osobiście komercjalizować. To stwarza problem podaży i popytu”.
Marcus potarł twarz.
„Sienna, Jordan popełnił poważny błąd”.
„Zrobił kilka.”
„Został zwolniony z uzasadnionej przyczyny”.
“Widziałem.”
„Chcemy to naprawić”.
Nic nie powiedziałem.
Kontynuował.
„Chcemy, żebyś znowu poprowadził zespół”.
“NIE.”
Odpowiedź nadeszła tak szybko, że pokój zadrżał.
Marcus mrugnął.
„Możemy podwoić twoją pensję.”
“NIE.”
„Potrój to.”
„Marcus” – powiedziałem, lekko pochylając się do przodu. „Nie słuchasz. Już tu nie pracuję. Jestem niezależnym podmiotem. Ty jesteś potencjalnym klientem”.
Sterling zamknął oczy na pół sekundy.
Przesunąłem umowę licencyjną po stole.
„Oto moje warunki.”
Sterling podniósł go pierwszy.
Jego wzrok przesunął się po stronie.
Potem się zatrzymał.
„Piętnaście procent tantiem” – powiedział.
“Tak.”
„To znacznie przekracza standardy”.
„Standard jest dla firm, które zabezpieczają się przed roszczeniem sobie praw własności.”
Dyrektor finansowy spojrzał na Marcusa.
Marcus spojrzał na Sterlinga.
Sterling czytał dalej.
„Pięć milionów z góry”.
“Tak.”
„Publiczne uznanie”.
“Tak.”
„Prawa audytorskie”.
“Tak.”
„To jest agresywne.”
„To jest dostępne już dziś” – powiedziałem. „Jutro będzie droższe”.
Członek zarządu siedzący przy oknie wydał z siebie cichy dźwięk, coś na kształt śmiechu, choć nie do końca.
Marcus go zignorował.
„Czy mamy inną opcję?” – zapytał Marcus Sterlinga.
Sterling spojrzał na umowę, potem na mnie, a potem na zewnętrznego prawnika.
„Technicznie rzecz biorąc” – powiedział – „mamy opcje. Praktycznie żadna, która pozwoliłaby zachować harmonogram wdrożenia”.
„Wyjaśnij” – powiedział Marcus.
Sterling zacisnął szczękę.
„Jeśli pani Miller odmówi udzielenia licencji, linia produktów utknie w martwym punkcie. Musielibyśmy zrewidować wytyczne dla inwestorów, powiadomić partnerów i potencjalnie odnieść się do roszczeń wynikających z wcześniejszych publicznych oświadczeń. Rozwiązanie problemu wymagałoby znacznych zmian w projekcie i przetestowania”.
“Jak długo?”
Odpowiedzi udzielił zewnętrzny prawnik.
„Osiemnaście do dwudziestu czterech miesięcy, jeśli wszystko pójdzie dobrze”.
Dyrektor finansowy szepnął coś, czego nie powtórzę.
Marcus zamknął oczy.
Pokój czekał.
Poczekałem z tym.
Cisza, gdy sam decydujesz o kolejnym ruchu, nie jest niezręczna.
To są meble.
W końcu Marcus otworzył oczy.
„Dobrze” – powiedział.
„Potrzebuję tego na piśmie” – odpowiedziałem.
„Masz to.”
„A płatność z góry zostanie przelana do końca dnia roboczego”.
Dyrektor finansowy wyglądał na cierpiącego fizycznie.
Marcus skinął głową.
“Cienki.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






