To był nastolatek.
Ktoś za nami wołał.
Ojciec złapał go za rękaw. „Brandon, usiądź.”
Chłopiec wyrwał się.
Zdjął wyblakły niebieski plecak i rozpiął przednią kieszeń. Jego ręce drżały, gdy sięgał do środka.
Następnie poszedł prosto w kierunku Dziadka.
„Przykro mi z powodu mojego taty” – powiedział.
Mężczyzna podniósł się za nim. „Co ty sobie wyobrażasz?”
Jego ręce drżały, gdy sięgał do środka.
Chłopiec go zignorował.
Otworzył dłoń. Na jego dłoni leżała zniszczona opaska kapitańska.
Niebieski materiał wyblakł niemal do szarości. Na środku widniała wyszywana wersja starego herbu naszego klubu.
Dziadek wpatrywał się w nią. Jego laska przestała się trząść.
„Skąd to masz?”
„Należała do mojego dziadka”. Chłopiec przełknął ślinę. „Był kapitanem lokalnej drużyny kibiców w latach siedemdziesiątych. Nosił ją na każdym meczu, aż do śmierci”.
„Skąd to masz?”
Dziadek dotknął krawędzi materiału.
„Pamiętam je”. Jego głos złagodniał. „Twój dziadek musiał uwielbiać ten klub”.
„Tak.” Chłopiec spojrzał na ojca, a potem znowu na dziadka. „Mówił mi też coś.”
W okolicy zapadła cisza.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






