„Odpowiedz mi.”
„Inwestowałem w markę”.
„Co to znaczy?” zapytałem.
Spojrzała na mnie gniewnie.
„Nie zrozumiałbyś.”
„Sprzedałem firmę”.
„Mała firma zajmująca się oprogramowaniem”.
„Za tyle pieniędzy, o ile poprosiłeś mnie o czterdzieści osiem tysięcy dolarów.”
To zakończyło kłótnię.
Zapytałem ponownie.
„Na co je wydałeś?”
W końcu przyznała to kawałek po kawałku.
Konsultant ds. rebrandingu: 7500 dolarów.
Nowa strona internetowa i kampania promocyjna w formie filmu wideo: 9200 USD.
Wynajęty luksusowy SUV z logo firmy: prawie 6000 dolarów z góry.
Trzydniowy „wyjazd networkingowy” w Miami: 5800 dolarów.
Meble do salonu wystawowego, którego nawet jeszcze nie wynajęli: 8100 dolarów.
Reszta rozpłynęła się w mniejszych zakupach, opłatach za ekspresowe zakupy, posiłkach, ubraniach, które nazywała wydatkami na prezentację, oraz płatnościach kartą kredytową, które twierdziła, że były związane z działalnością gospodarczą.
To nie było jakieś skomplikowane oszustwo filmowe.
To była arogancja połączona z dostępem do pieniędzy.
Grant wrócił czterdzieści minut później z laptopem i torbą podróżną.
Do tego czasu partia się rozpadła.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





