Przez kilka sekund słyszałam tylko tykanie starego zegara nad lodówką.
— Pytałem cię rano — powiedział. — Spojrzałaś mi w oczy i powiedziałaś, że w tym miesiącu nic im nie wysyłasz.
— Mama ma problemy.
— Twoja mama ma problemy od jedenastu lat.
Zacisnęłam dłonie.
— Nie rozumiesz.
Mihai parsknął krótko, ale bez cienia rozbawienia.
— To prawda. Nie rozumiem. Nie rozumiem, jak można powiedzieć własnemu synowi, że na nowe okulary nie ma pieniędzy, a kilka godzin później wysłać prawie pięć tysięcy złotych dorosłej siostrze.
— To było dla mamy.
— W tytule przelewu napisałaś „dla mamy”. Wiadomość od Aliny mówi coś innego.
Poczułam, jak żołądek podchodzi mi do gardła.
Więc przeczytał.
Nie miał prawa.
Chciałam się tego chwycić. Chciałam zrobić z tego główny problem, bo wtedy nie musiałabym odpowiadać na pytanie, które wisiało między nami.
— Grzebałeś w moim telefonie?
Mihai wreszcie spojrzał na mnie.
— Telefon leżał na stole. Alina wysłała wiadomość: „Dzięki, uratowałaś mnie. Mama nic nie musi wiedzieć o racie za auto”.
Zamilkłam.
Mihai zamknął oczy.
Nie powiedział: „Wiedziałem”.
Nie powiedział: „Jesteś kłamczuchą”.
To byłoby łatwiejsze.
Zamiast tego usiadł.
— Ana, ile?
— Co ile?
— Ile wysłałaś im przez ostatnie pół roku?
— Nie wiem.
— Wiesz.
— Nie prowadzę tabelki.
— Ja zacząłem.
Wyjął z kieszeni złożoną kartkę.
Poczułam złość.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





