Jego matka pochyliła się w stronę siostry i coś szepnęła.
Oboje się roześmiali.
Mikrofon znajdujący się obok urzędnika słabo to zarejestrował.
Dobry.
Pozwól jej być beztroską.
Szedłem wolniej.
Nie słabo.
Celowo.
Z każdym krokiem podarta sukienka szeleściła na podłodze kaplicy, zmieniając sabotaż Patricii w dowód, którego nikt nie mógł zignorować.
Gdy dotarłem do Ethana, wziął mnie za ręce.
„Przepraszam” – wyszeptał.
“Ja wiem.”
„Powinienem był to zakończyć wcześniej”.
„Najtrudniejszą część wykonałeś ty”.
Jego wzrok powędrował w stronę bocznego wejścia.
Dwóch mężczyzn w ciemnych garniturach stało przy witrażowych drzwiach. Nie byli to goście. To byli śledczy.
Patricia tego nie zauważyła.
Była zbyt zajęta oglądaniem przedstawienia.
Celebrans zaczął mówić, ale dotknąłem jego ramienia.
„Zanim przejdziemy dalej”, powiedziałem, „potrzebuję mikrofonu”.
Przez pokój przeszło drżenie.
Patricia usiadła prościej.
Ethan podniósł mikrofon ze statywu i położył mi go w dłoni.
Jego ojciec, William Devereaux, zmarszczył brwi z pierwszego rzędu. Wyglądał na zmęczonego, starszego, niż go zapamiętałem, jak człowiek, który przez lata zastanawiał się, dlaczego pieniądze znikają z kont, którymi już nie zarządzał.
Głos Patricii przeciął ciszę.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






