„Naprawdę wychodzisz?”
“Tak.”
Spojrzał na mnie.
Spojrzałem na niego ostatni raz.
„Mam nadzieję, że ty i Rowan będziecie mieli dokładnie takie życie, jakiego pragnęliście.”
Potem otworzyłem drzwi.
Za mną Eleanor zaczęła krzyczeć.
Julian zaczął płakać.
Estelle próbowała uspokoić wszystkich.
Aleric nic nie powiedział.
Wyszedłem nie oglądając się za siebie.
Samochód Desmonda czekał przy bramie.
Wszedłem do środka i przycisnąłem torbę do piersi.
Odjechał z Greenwich nie zadając żadnych pytań.
„Dokąd?”
„Dziś w hotelu.”
„A jutro?”
„Znajdę mieszkanie.”
Patrzyłem, jak posiadłość znika za nami.
„A potem znajdę pracę.”
Desmond spojrzał na mnie.
„Ile pieniędzy tak naprawdę masz teraz do dyspozycji?”
Sprawdziłem portfel.
Niewiele, czego Aleric nie mógłby od razu ograniczyć.
Desmond otworzył schowek i podał mi grubą kopertę.
„Pięć tysięcy dolarów.”
“NIE.”
„Weź to.”
„Nie mogę.”
„Możesz spłacić dług, gdy ugoda zostanie rozliczona.”
Zawahałem się.
„Sarafina.”
Jego ton złagodniał.
„Jesteś w ciąży. Potrzebujesz jedzenia, hotelu i transportu.”
W końcu się zgodziłem.
“Dziękuję.”
„Podziękuj mi, gdy sędzia ratyfikuje umowę”.
Zarezerwował mi pokój w dyskretnym hotelu na Manhattanie na tydzień.
Wewnątrz pokoju zamknąłem drzwi.
Następnie położyłem podpisaną przez Alerica umowę na łóżku.
Jego podpis pokrywał ostatnią stronę.
Pięć lat małżeństwa skrócone do kilku słów.
Poszedłem do łazienki i przyjrzałem się sobie.
Trzydzieści dwa.
W ciąży.
Opuszczenie jednej z najbogatszych rodzin Nowego Jorku.
Prawie nie mam własnych, łatwo dostępnych pieniędzy.
Ale za darmo.
Otworzyłem laptopa.
Potem spojrzałem na swoje CV.
Wydział Prawa Columbia.
Urzędnictwo federalne.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






