Otworzyłem kalendarz w telefonie i zacząłem liczyć wstecz.
Styczeń.
W styczniu Aleric miał spędzić dwadzieścia dni w Tokio, negocjując fuzję Sterling Holdings.
Starannie złożyłem dokument.
Odłożyłem go dokładnie tam, gdzie go znalazłem.
Powiesiłem kurtkę z powrotem.
Potem zszedłem na dół.
Eleanor nadal bawiła się z dzieckiem.
Teraz już się obudził i wpatrywał się w górę dużymi, ciemnymi oczami.
„Spójrz w te oczy” – powiedziała.
Estelle się uśmiechnęła.
„Kogo on przypomina?”
„Jak Aleric, gdy był niemowlęciem” – odpowiedziała automatycznie Eleanor.
W chwili, gdy wypowiedziała te słowa, zamarła.
Jej wzrok powędrował w moją stronę.
„Oczywiście, że są podobieństwa. To krewni. Wspólne linie krwi często dają te same cechy.”
Zostałem na dole schodów.
Pewność we mnie stała się absolutna.
To nie było osierocone dziecko jakiegoś zmarłego kuzyna.
Ale nie krzyczałem.
Nie skonfrontowałem się z nimi.
Podszedłem i usiadłem na sofie.
„Jak on się nazywa?”
Eleanor wyglądała na zaskoczoną moim spokojem.
“Juliański.”
„Julian, co?”
„Sterling, oczywiście.”
Uśmiechnęła się do niego.
„Aleric wybrał nazwę.”
Julian Sterling.
Najnowszy spadkobierca dynastii Sterlingów.
Skinąłem głową.
„Idę po wodę.”
Gdy już byliśmy w kuchni, chwyciłam się marmurowej wyspy i wpatrywałam się w swoje odbicie w ciemnych drzwiczkach piekarnika.
Saraphina Thorne.
Trzydzieści dwa.
Wydział Prawa Columbia.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






