„Po to właśnie jest rodzina.”
„Gdzie jest Dennis?”
„Wyszedł około dziewiątej. Mówił coś o załatwianiu sprawunków.”
Carol wstawiła zapiekankę do lodówki, po czym odwróciła się z uśmiechem, który nie sięgnął jej oczu.
„Myślałam sobie, Viv. Chyba powinnaś pomyśleć o ułatwieniu życia wszystkim, wiesz, na wypadek gdyby rak…”
Jej głos ucichł delikatnie.
„Na wypadek, gdybym umarł?” – zapytałem wprost.
Wzdrygnęła się.
„Nie mów tak. Ale tak. Może powinieneś rozważyć, co byłoby najprostsze, zwłaszcza dla Jennifer. Mieszka tak daleko. Ciężar zarządzania majątkiem z Seattle, zajmowania się domem, wszystkiego. Czy nie byłoby łatwiej, gdybyśmy z Dennisem zajęli się tym wszystkim? Jesteśmy tutaj.”
Wziąłem łyk herbaty i obserwowałem ją ponad krawędzią kubka.
„Jaka przemyślana sugestia.”
Od razu się rozjaśniła.
„Tak myślisz? Bo rozmawialiśmy z Dennisem i naprawdę myślimy…”
„Zdecydowanie to rozważę” – przerwałem. „Właściwie to mam dziś po południu spotkanie, żeby omówić pewne sprawy spadkowe”.
Wzrok Carol stał się bardziej wyostrzony.
„Z kim?”
„Tylko trochę planowania finansowego. Nudna papierkowa robota. Nic, o co trzeba by się martwić.”
Widziałem, że chciała naciskać, domagać się szczegółów, ale nie mogła. Nie bez odsłaniania dłoni.
„No to zadzwoń, jeśli będziesz potrzebował podwózki” – powiedziała w końcu.
“Będę.”
Kiedy odeszła, uśmiechnąłem się.
Gra się rozpoczęła.
Biuro Rebekki znajdowało się w przebudowanym wiktoriańskim centrum miasta. Zawsze uwielbiałem wysokie sufity i oryginalną stolarkę. Dziś jednak ledwo to zauważyłem.
Skupiałem się tylko na jednej rzeczy.
„Opowiedz mi wszystko” – powiedziała Rebecca, gdy tylko jej asystent zamknął drzwi.
Tak. Każde słowo, które podsłuchałem. Każdy brzydki szczegół planu Carol i Dennisa.
Z każdym zdaniem wyraz twarzy Rebekki robił się coraz ciemniejszy. Kiedy skończyłem, odchyliła się na krześle.
„Te sępy są skończone.”
„Czy naprawdę mogą podważyć moją wolę i wygrać?”
„Wygrać? Raczej nie. Ale mogliby to przeciągnąć, uczynić kosztownym, bolesnym dla Jennifer.”
Stuknęła długopisem o biurko.
„Twój pomysł ze sprzedażą domu jest naprawdę genialny. Jeśli nieruchomość nie będzie częścią twojego spadku po twojej śmierci, nie będą mieli czego kwestionować. Ale Vivian, musisz zrozumieć, że kiedy sprzedasz ten dom, będziesz potrzebować miejsca do życia”.
„Myślałem o tym. Mogę wynająć mieszkanie. A może i tak czas przeprowadzić się bliżej Jennifer”.
„A twoi bracia i siostry dowiedzą się w chwili sprzedaży tego domu. Akt własności stanie się dokumentem publicznym”.
„Dajcie im znać. Wtedy będzie już za późno, żeby cokolwiek z tym zrobić”.
Rebecca przyglądała mi się przez dłuższą chwilę.
„Naprawdę to przemyślałeś.”
„Ostatnio miałem dużo czasu na myślenie.”
Otworzyła notes.
„Dobrze. Zróbmy to porządnie. Żeby to było pewne, muszę udokumentować twoją zdolność umysłową. Przekażę cię na badanie psychologowi, któremu ufam. Poprosimy twojego onkologa o wydanie zaświadczenia, że twoje leki i leczenie nie wpływają na twoje zdolności poznawcze. Udokumentujemy wszystko tak dokładnie, że nawet jeśli twoje rodzeństwo będzie próbowało twierdzić, że nie byłeś zdrowy psychicznie, nie będą mieli na czym się oprzeć”.
„Ile to wszystko potrwa?”
„Jeśli będziemy działać szybko, większość z tego uda mi się zrobić w ciągu tygodnia”.
Zadzwonił mój telefon.
Sarah Edmonds.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





