“NIE.”
„Czy jesteś zły dla właścicieli ziemskich?”
Emily wydała z siebie zduszony dźwięk, który podejrzanie przypominał śmiech.
Spojrzałem na nią.
„Na dziś wieczór” – powiedziałem Oliverowi – „tak”.
Skinął głową, zadowolony.
“Dobra.”
I tu zaczęły się moje kłopoty.
Bo wtedy powinnam była odejść.
Powinienem był umieścić ich w hotelu pod fałszywym nazwiskiem, zapłacić rachunek, po cichu zniszczyć Davida Cartera i powrócić do ciemności, do której należę.
Zamiast tego sam ich tam zawiozłem.
Mój mercedes unosił się w powietrzu zapachem skóry, deszczówki i torby z apteką, która leżała na kolanach Emily. Oliver zasnął w ciągu kilku minut, z pluszowym lisem przytulonym ciasno do piersi.
Emily usiadła z nim na tylnym siedzeniu.
Nie obok mnie.
Kolejna mądra decyzja.
Przez lusterko wsteczne obserwowałem ją, jak miasto przesuwało się obok mnie niczym rozmazane linie mokrego złota i czerwieni.
Ona nie płakała.
To zmartwiło mnie bardziej, niż mogłyby to zrobić łzy.
„Dokąd idziemy?” zapytała.
„Hotel, którego jestem właścicielem.”
„Oczywiście, że jesteś właścicielem hotelu.”
„Posiadam kilka.”
„Musi być miło.”
“NIE.”
Dopiero wtedy na mnie spojrzała.
Wpatrywałem się w drogę.
„To przydatne” – powiedziałem.
Odwróciła twarz z powrotem w stronę okna. „To brzmi samotnie”.
Nic nie powiedziałem.
Bo tak było.
W hotelu Veyron kierownik zobaczył, jak wchodzę z Oliverem na rękach i był na tyle mądry, żeby nie zadawać pytań. Emily szła tuż za mną, wciąż ściskając teczkę.
Apartament na dwunastym piętrze wypełniony był delikatnym oświetleniem, świeżym powietrzem, miękkimi dywanami i widokiem Chicago lśniącego, jakby nigdy nikogo nie skrzywdził.
Emily zatrzymała się tuż za drzwiami.
Oliver poruszył się w moich ramionach.
„Gdzie jest mamusia?” – mruknął.
„Proszę, kochanie.”
Ostrożnie wzięła go ode mnie i na krótką chwilę nasze dłonie się zetknęły.
Jej palce były zmarznięte.
Zaniosła go do sypialni i przykryła kołdrą. Zostałem w salonie, obserwując deszcz przez okno.
Mój telefon znów zawibrował.
Nico.
„Cartera nie ma w Milwaukee” – powiedział.
„Domyśliłem się.”
„Jest w prywatnym klubie w centrum. Ormond Room. Rozrzutnik. Jeszcze większy kłamca.”
„Z kim?”
„Kobieta o imieniu Claire Whitmore. Lat trzydzieści dwa. Była organizatorka imprez. Obecnie mieszka w domu w Lake Forest.”
Zamknąłem oczy.
I tak to się stało.
Proste okrucieństwo ukryte pod skomplikowanym szlakiem dokumentów.
Nie jakiś wielki plan.
Nie na początku.
Po prostu człowiek żyjący dwoma życiami, jednym eleganckim i jednym porzuconym.
„Coś jeszcze?” zapytałem.
Nico zrobił pauzę.
To prawie nigdy się nie zdarzało.
“Co?”
„Dziecko ma ubezpieczenie na życie.”
Odwróciłem się od okna.
„Powtórz to.”
„Oliver Carter. Polisa otwarta osiem miesięcy temu. Wypłata dwóch milionów. Beneficjent: David Carter.”
Mój głos stał się zimny. „Czy Emily jest na liście?”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






