— No i co? Boisz się?
Nawet szeroko rozłożył ramiona.
— No dalej, pokaż nam, do czego jesteś zdolny.
A w następnej sekundzie wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał.
Kobieta gwałtownie się obróciła i błyskawicznym ruchem wyprowadziła wysokiego kopniaka.
Jego but uderzył więźnia prosto w twarz z głuchym odgłosem.
Ogromny mężczyzna stracił równowagę i runął ciężko na betonową podłogę.
Na dziedzińcu zapadła tak głęboka cisza, że słychać było jedynie szum kamer monitorujących.
Więzień leżał na ziemi, trzymając się za krwawiący nos i nie mogąc zrozumieć, co się właśnie wydarzyło.
Kobieta spokojnie poprawiła mundur, spojrzała na niego i powiedziała cichym głosem:
— No cóż… ręką rzeczywiście do ciebie nie dosięgnąłem.
Zatrzymała się na chwilę.
— Ale ze stopą tak. Na przyszłość pamiętaj, z kim masz do czynienia.
Nikt już się nie śmiał.
Kilka minut później całe sąsiedztwo mówiło już tylko o jednym.
Okazało się, że ta drobna kobieta, zanim trafiła do więzienia, przez prawie piętnaście lat trenowała sztuki walki, była kilkakrotnie mistrzynią kraju w taekwondo i przez kilka lat pracowała jako instruktorka w specjalnej jednostce policji.
Po tym incydencie z więzienia zniknęły wszystkie przezwiska. Nikt już nie nazywał jej krasnoludką, małą damą ani bohaterką filmu o hobbitach.
Gdy przechodziła obok cel, więźniowie w milczeniu odchodzili od krat i wracali na swoje miejsca, nie mówiąc ani słowa.






