Duy wstał. „Uważaj, bracie. Oskarżanie ludzi bez dowodów może być niebezpieczne”.
Stuknąłem w telefon. „W takim razie mam szczęście, że mam dowód”.
Lien zaśmiała się za głośno. „Dowód czego? Kłótnie rodzinne? Myślisz, że kogokolwiek to obchodzi? To Wietnam, Minh. Ludzie załatwiają sprawy po cichu”.
Spojrzałem na moją matkę siedzącą za mną, ze złożonymi na kolanach obandażowanymi rękami.
„Nie” – powiedziałem. „Nie tym razem”.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Lien zmarszczył brwi. „Kto to?”
Otworzyłem.
Mój prawnik wszedł pierwszy, spokojny w szarym garniturze. Za nim szli policjant z sąsiedztwa, przedstawiciel kancelarii notarialnej i agent nieruchomości, z którym skontaktował się Lien.
Twarz Duya zmieniła kolor.
Lien cofnęła się. „Co to jest?”
Mój prawnik położył na stole teczkę. „Zapisy dotyczące prób oszustwa majątkowego, zarzutów znęcania się nad osobami starszymi, nieautoryzowanej sprzedaży majątku osobistego i nadużyć finansowych”.
Lien wskazał na mnie. „On kłamie!”
Agentka nieruchomości podniosła rękę. „Proszę pani, powiedziała mi pani, że pani teściowa jest niestabilna psychicznie i zostanie usunięta po przeniesieniu”.
Moja matka się wzdrygnęła.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






