Na bal maturalny pojechałam do szkoły w sukience Gwen, z upiętymi siwymi włosami i pięknymi perłowymi kolczykami.
A jeśli czekasz, aż powiem, że czułem się głupio, to rzeczywiście czułem się głupio. Ale czułem też coś silniejszego.
Poczułem, że jestem jej coś winien, czego nie potrafię nazwać.
Sala gimnastyczna była udekorowana lampkami choinkowymi i srebrnymi serpentynami. Wszędzie kręcili się nastolatkowie w lśniących sukienkach i eleganckich smokingach. Rodzice stali wzdłuż ścian, robiąc zdjęcia telefonami.
Gdy wszedłem, wokół mnie zapadła cisza, która stopniowo się rozszerzała.
Poczułem, że jestem jej coś winien, czego nie potrafię nazwać.
Grupa dziewcząt gapiła się otwarcie.
Chłopiec pochylił się w stronę swojego przyjaciela i wyszeptał na tyle głośno, że usłyszałem go nawet ponad muzyką: „Czy to czyjaś babcia?”
Szedłem dalej.
Podniosłem głowę.
„Zasługuje na to, żeby tu być” – szepnąłem do siebie. „To dla Gwen”.
Stałem przy przeciwległej ścianie i patrzyłem, jak pokój się zapełnia, gdy poczułem ukłucie w lewym boku.
Podniosłem głowę.
Przeniosłam ciężar ciała. Nadal tam jestem.
Znów się poruszyłem. Kolejne ukłucie, tym razem mocniejsze.
„Co do cholery?” – mruknąłem.
Wymknęłam się na korytarz i przycisnęłam dłoń do materiału w okolicach żeber. Pod podszewką było coś sztywnego. Czułam to przez materiał – mały, płaski kształt, którego nie powinno tam być.
Przesuwałam palcami wzdłuż szwu, aż znalazłam mały otwór i sięgnęłam do środka.
Pod podszewką było coś sztywnego.
Wyciągnąłem złożoną kartkę papieru.
Od razu rozpoznałem ten charakter pisma. Widziałem go na niezliczonych listach zakupów i kartkach urodzinowych przez lata.
To było pismo Gwen.
Prawie upuściłem list, gdy przeczytałem pierwszy wers.
Kochana Babciu, jeśli to czytasz, mnie już nie ma.
Wyciągnąłem złożoną kartkę papieru.
„Nie” – wyszeptałem. „Nie, nie, nie. Co to jest?”
Czytałem dalej.
Wiem, że cierpisz. I wiem, że prawdopodobnie obwiniasz siebie. Proszę, nie rób tego.
Łzy napływały mi szybko, ale nie próbowałam ich powstrzymywać.
Babciu, jest coś, o czym ci nigdy nie mówiłem.
Oparłem się o ścianę i zakryłem usta dłonią, czytając resztę tekstu.
Babciu, jest coś, o czym ci nigdy nie mówiłem.
Teraz dokładnie zrozumiałem, co doprowadziło do śmierci Gwen.
Przez tygodnie powtarzałem sobie, że ją zawiodłem, że przegapiłem znaki, że powinienem był zadać lepsze pytania, zwracać większą uwagę i widzieć to, co jest tuż przede mną.
Ale Gwen celowo to przede mną ukryła.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






