Odszedł, zostawiając pudełko z prezentem.
Ktoś stojący w pobliżu grilla cicho mruknął.
Inny sąsiad powoli pokręcił głową.
Po raz pierwszy od miesięcy mogłem swobodnie oddychać.
Clark nadal stał obok mnie.
Jego praca technicznie rzecz biorąc dobiegła końca.
Jednak nie ruszył się.
Nasze dłonie się zetknęły.
Żadne z nas nie odsunęło się.
Ethan pospieszył.
„Jestem w lepszej kondycji, kochanie.”
Clark czekał, aż rozmowy powoli wrócą do normy.
Potem się uśmiechnął.
„Wygląda na to, że mój kontrakt oficjalnie wygasł pięć minut temu”.
Zaśmiałem się.
Przyjrzał mi się uważnie.
„Tylko jeśli tego chcesz.”
Poczułem ciepło na policzkach.
„Miesiącami wierzyłam, że żaden porządny mężczyzna nie będzie w stanie spojrzeć na mnie w taki sposób, w jaki ty udawałeś, że patrzysz na mnie dzisiaj”.
Clark się uśmiechnął.
“Co?”
„Nie udawałem aż tak wiele, jak ci się wydaje.”
Przez chwilę mogłem tylko na niego patrzeć.
Pogłaskał się po karku i nagle wyglądał dużo mniej jak wytrawny aktor.
Spojrzałem w stronę bramy, za którą zniknął Jordan.
Pewien człowiek przez lata przekonywał mnie, że już się nie liczę.
Drugi poświęcił całe popołudnie na udowodnienie mi, że nadal tak uważam.
Uśmiechnąłem się.
Clark z przesadną nonszalancją podał mi ramię.
Śmiejąc się, zamieściłem tam link do mojego.
Po raz pierwszy od bardzo dawna moje szczęście przestało być udawane.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






