„Powiedziała mi, że jest dobra w naprawianiu rzeczy.”
„Była dobra w przekonywaniu ludzi, że potrafi wszystko naprawić”.
„Ona poprawiła moje podanie o przyjęcie na studia.”
„Być może dzięki ćwiczeniom osiągnęła poprawę”.
Uśmiech zniknął z twarzy Masona.
„Mówiła o Norze jeszcze przed jej narodzinami.”
Henry poczuł ucisk w piersi. „Co powiedziała?”
„Że miała nadzieję, że Nora będzie ciekawa. Powiedziała, że ciekawość jest ważniejsza niż robienie wrażenia”.
„To brzmi jak ona.”
„Powiedziała też, że prawdopodobnie kupisz za dużo rzeczy dla dziecka.”
Henry obejrzał designerską torbę na pieluchy, przenośny podgrzewacz do butelek, specjalne łóżeczko turystyczne i trzy nieotwarte opakowania z akcesoriami dla niemowląt.
Mason uniósł brwi.
„Ani słowa” – powiedział Henry.
Po raz pierwszy Mason się roześmiał.
Był to niewielki dźwięk, ale zmienił atmosferę w przedziale.
Gdy samolot zaczął schodzić do Zurychu, poranne światło pojawiło się spod chmur. Miasto rozbłysło w odcieniach szarości i srebra, dachy budynków lśniły po deszczu. Dalej jezioro ciągnęło się w stronę odległych gór spowitych mgłą.
Nora spała wtulona w pierś Henry’ego.
Mason siedział przy oknie, wpatrując się w złożoną kartkę papieru, którą dała mu Claire.
Henry zauważył, że krawędzie były otwierane i zamykane tak wiele razy, że zaczęły się strzępić.
„Co tam jest napisane?” zapytał.
Mason podał mu ją.
Były tylko trzy linie.
Leć samolotem. Poznaj Annę Adler. Nie decyduj, co oznacza prawda, dopóki jej w całości nie usłyszysz.
Pod wiadomością znajdował się adres niedaleko starego miasta.
Henry obrysował litery kciukiem.
Claire napisała te słowa jeszcze za życia, wierząc, że będzie na nią czekać u kresu podróży.
Myśl ta była niemal bardziej bolesna niż wspomnienie szpitala.
Na lotnisku kierowca Henry’ego czekał obok ciemnego sedana. Mason zatrzymał się kilka kroków dalej.
„Mogę pojechać pociągiem.”
„Możesz” – powiedział Henry. „Ale biuro Anny Adler oczekuje nas obojga”.
Mason spojrzał na Norę, która zaczęła się budzić.
„Czy ona też przyjdzie?”
„Nie zostawię jej.”
Mason skinął głową. „Dobrze.”
Przejechali przez Zurych w milczeniu.
Deszcz ustał, ale woda wciąż oblepiała okna, zmieniając mijane światła w blade smugi. Rowerzyści poruszali się wzdłuż rzeki. Otwierano kawiarnie, a ich krzesła stały pod pasiastymi markizami. Miasto wydawało się spokojne w sposób, który Henry uważał za niemal dezorientujący.
Biuro Anny Adler mieściło się na drugim piętrze starego kamiennego budynku przy wąskiej uliczce niedaleko rzeki Limmat.
Nie było lśniącego recepcjonisty ani rzędu asystentów. Tylko mosiężna tabliczka, cichy korytarz i delikatny zapach papieru i wosku pszczelego.
Drzwi otworzyła sama Anna Adler.
Była wysoką kobietą po sześćdziesiątce, z siwymi włosami równo przyciętymi przy szczęce. Jej wyraz twarzy złagodniał, gdy zobaczyła Masona.
Potem spojrzała na Henryka i dziecko w jego ramionach.
„Bardzo mi przykro z powodu Claire” – powiedziała.
Henry skinął głową, nie mogąc udzielić zwyczajowej uprzejmej odpowiedzi.
Anna zaprowadziła ich do pokoju pełnego książek. Na stole stało drewniane pudełko.
„Spodziewałam się, że Claire będzie z tobą” – powiedziała. „Kiedy pani Levin skontaktowała się ze mną z Bostonu, zrozumiałam, że to spotkanie będzie inne, niż planowała”.
„Dlaczego moja żona przyszła do ciebie?” zapytał Henry.
„Ponieważ niektóre dokumenty są chronione szwajcarskim prawem o ochronie prywatności, a inne zostały złożone w biurze mojego ojca wiele lat temu”.
„Jakie rekordy?”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






