Daniel zszedł na dół, jak tylko mógł, używając zardzewiałego łańcucha przywiązanego do słupa. Jego dłonie rozdarły się, a plecy uderzyły o ścianę, ale nie poczuł bólu, dopóki do niej nie dotarł.
Starsza kobieta ledwo otworzyła oczy.
„Mój chłopcze… Myślałem, że nikt już nie przyjdzie.”
Daniel objął ją ramionami. Jej ciało było tak zimne i lekkie, że bał się, że je złamie.
„Jestem tu teraz. Nie zostawię cię.”
Dzięki pomocy kierowcy ciężarówki, który zatrzymał się, gdy usłyszał jego krzyki, udało mu się wyciągnąć kobietę niemal czterdzieści minut później.
W przychodni powiatowej lekarz potwierdził, że pani Helen ma hipotermię, poważne odwodnienie, złamane żebro i siniaki na obu nogach.
„Nie wpadła tam dzisiaj” – powiedział poważnie. „Była tam co najmniej trzy dni”.
Daniel wyszedł na korytarz, jego ubranie wciąż było pokryte błotem i zadzwonił do Laury.
„Gdzie jest mama?”
„W domu, śpi” – odpowiedziała bez wahania.
Daniel wpatrywał się w drzwi izby przyjęć i zacisnął szczękę.
„To dziwne, bo dopiero co wyciągnąłem ją z dołu, a ona była prawie martwa”.
Po drugiej stronie nie było żadnych krzyków.
Żadnych wyjaśnień.
Nastąpiła cisza tak długa, że Daniel zrozumiał, iż najgorsze jeszcze go czeka.
Laura zwlekała kilka sekund, zanim odpowiedziała.
Gdy w końcu przemówiła, jej głos drżał.
„Danielu, przysięgam, że nie wiedziałem, że ona tam jest.”
„To powiedz mi, gdzie twoim zdaniem ona była.”
Zaczęła płakać.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






