Kiedy wszedłem do kuchni, Rick nalewał kawę.
“Potrzebuję ich.”
Mój mąż zbladł, a potem poczerwieniał, gdy je zobaczył. Potem powoli i ostrożnie odstawił kubek na blat, choć widziałam, jak drży mu ręka.
“Po co przyniosłeś je do tego domu?!” krzyknął.
Zamarłem.
„Bo należały do Hanny!”
Przyglądał im się przez dłuższą chwilę. Potem pokręcił głową.
Widziałem drżenie.
„To nie jej, Marlene” – powiedział beznamiętnym głosem. „Wielu jubilerów robi kolczyki w kształcie fortepianu. To popularny wzór”.
„Pospolite?” – powiedziałem. „Sam je zaprojektowałeś!”
Mój mąż nagle złapał się krawędzi kuchennego blatu tak mocno, że jego kostki wyglądały jak kość.
“Wyrzuć je! Hannah nie żyje!”
Nie mogłem tego zrozumieć, bo Hannah zaginęła, a nie była martwa.
Rick unikał mojego wzroku.
„To nie są jej.”
***
Tej nocy spałam w pokoju gościnnym. Płakałam do rana, trzymając te kolczyki przy obojczyku, tak jak trzymałam moją córeczkę , gdy była mała.
Pewnego razu przed świtem w końcu zasnąłem.
Obudził mnie ktoś pukając.
Włożyłem szlafrok i otworzyłem drzwi wejściowe. Na ganku stali dwaj funkcjonariusze z odznakami na wierzchu i ostrożnymi minami.
„Pani Rhodes?” zapytał jeden z nich.
Spałem w pokoju gościnnym.
Serce podskoczyło mi do gardła.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






