Zanim zdążył odpowiedzieć, ciężkie drzwi gabinetu otworzyły się z hukiem. Stał w nich Mark Ellison, nienagannie ubrany, niski mężczyzna w okularach, niosący u boku skórzaną teczkę.
„Ach, pomoc się rozkręca” – powiedział Mark, a w jego oczach pojawił się błysk bliski triumfu. „Elliot, doktor Aris jest tutaj. Czas dołączyć do kolacji. Goście zajęli swoje miejsca. Przy deserze dokończymy reorganizację rodziny”.
Elliot spojrzał na papiery, potem na mnie, a ja widziałem, jak jego twarz się załamuje. Zacisnął szczękę, spuścił wzrok i wyszedł za Markiem z pokoju.
Stałem sam w tym gabinecie, czując, że już przegrałem. W nozdrza wkradł mi się upiorny zapach dymu, dokładnie ten sam, który unosił się za drzwiami sypialni Eleny, zanim w końcu zawalił się dach. Nie. Nie zamierzałem stać pod kolejnymi płonącymi drzwiami i nic nie robić.
Pobiegłem do wschodniego skrzydła. Ciężkie, podwójne drzwi były zamknięte od zewnątrz. Robota Marka.
„Rowan!” – walnąłem w drewno. „Mila! Otwórz drzwi!”
Nic.
Cofnąłem się, uniosłem ciężki but roboczy z metalowym noskiem, pamiątkę z czasów sprzątania po budowie, i kopnąłem w zasuwę z całej siły. Drewno się rozprysło. Kopnąłem jeszcze raz i drzwi otworzyły się gwałtownie.
Korytarz był pusty. Ale okno prowadzące na przeszklony, architektoniczny korytarz, ten zawieszony bezpośrednio nad wielką jadalnią poniżej, było szeroko otwarte, a przez nie wpadał zimny wiatr.
Pobiegłam do okna i wyjrzałam, a moje serce zaczęło walić jak młotem.
Cała szóstka dziewcząt skradała się wąskim, szklanym przejściem, tuż nad głowami trzydziestu członków zarządu, którzy właśnie zajadali się przekąskami. Ubrane w strzępy starych jedwabnych sukni Lucíi, z twarzami umazanymi ciemnym popiołem z kominka, wyglądały jak istoty z koszmaru. Rowan prowadził je, ściskając ciężką żelazną rzeźbę, która zazwyczaj stała na biurku Elliota.
Spojrzała przez szybę prosto na głowę Marka Ellisona i uniosła rzeźbę nad swoją.
Pojedynczy, skoordynowany krzyk wyrwał się ze wszystkich sześciu dziewcząt naraz, a jego odgłos rozniósł się po całym jaskiniowym domu.
Zarząd w dole wybuchnął westchnieniem, wpatrując się w górę z autentycznym przerażeniem. Doktor Aris wyciągnął notatnik. Mark Ellison uśmiechnął się.
Rowan uderzyła żelazną rzeźbą w taflę szkła pod jej stopami.
Kotwica i upadek
Dźwięk żelaza uderzającego o zbrojone szkło był jak wystrzał z pistoletu. Szkło nie roztrzaskało się całkowicie, było wysokiej jakości, zbudowane tak, by wytrzymać tony, ale natychmiast rozbiło się w pajęczą sieć z obrzydliwym trzaskiem, który przetoczył się po jadalni.
Na dole wybuchł chaos. Małżonkowie krzyczeli. Krzesła się przewróciły. Elegancka porcelana roztrzaskała się o podłogę. Mark Ellison wstał, wykrzywił twarz w geście grozy i wskazał prosto na dziewczyny.
„Spójrz na nich, Elliot!” – ryknął, przekrzykując hałas. „Są kompletnie psychotyczni! Stanowią zagrożenie dla siebie i wszystkich wokół! Doktorze Aris, proszę natychmiast to zauważyć!”
Elliot zamarł, wpatrując się przez rozbite szkło w swoje córki i obserwując, jak cały jego świat rozpada się w czasie rzeczywistym.
Stojąc na kładce, Rowan ponownie uniosła rzeźbę, a jej ręce zaczęły się teraz gwałtownie trząść. Młodsze dziewczyny zaczęły płakać, adrenalina uleciała z nich, pozostawiając jedynie przerażającą świadomość tego, jak wysoko się znajdują.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






